Najnowsze wpisy

O koncercie Napalm Death z nowym wokalistą

Klub był obskurny. Na ścianach obdrapana, witająca już pleśń cegła. Na podłodze ciemne od brudu panele, w dziury których można by wcisnąć pięść, a nawet głowę. Sufit, mimo że nie dziurawy, to można by...

Ten Slayer na koszulce to tak naprawdę?

Minęła godzina 18. Słońce nie świeci już na tyle mocno, by rozgrzewać maski aut do czerwoności, jednak powietrze przez kilka godzin upału zdążyło nagrzać się do tego stopnia, że zlewa z człowieka litry potu...

O koncercie przeżytym, odwołanym i kiepskiej majówce

W tym tygodniu postanowiłam wziąć przykład z innych. Wzięłam kilka dni wolnego i zrezygnowałam z pracy na calutki tydzień. W poniedziałek przybrałam pozę lenia, wtorek spędziłam w Poznaniu, dwa kolejne dni mignęły mi na...

Weekend jak co dzień

Poddaję się temu w każdy piątek, kiedy kończę ostatnie zadanie na bieżący tydzień, zamykam laptopa, wychodzę z pracy i… weekend! – myślę sobie – wolne, odpoczynek, relaks, spokój; choćby świat miał się w ciągu...

Pokolenie Y i C to ściema, czyli o młodości, która pragnie stabilizacji

Nigdy szczególnie nie ciągnęło mnie do ustabilizowanego życia. Wiecie, domek, rodzina, kot na łóżku i kwiaty na balkonie upchane w fikuśnych doniczkach. Co więcej, wydawało mi się, że młodym ludziom to ogólnie rzadko zależy...

Stoned Jesus, Red Scalp, Octopussy [Ucho, 05.04.2018]

Główna gwiazda zjedzona przez supporty - to zjawisko, którego niezbyt często jestem świadkiem, ale które (nie)stety miało miejsce podczas czwartkowego koncertu Stoned Jesus, Red Scalp(zmiana), Octopussy / 05.04.2018 / Gdynia. Pierwszy support - trójmiejski Octopussy....

Poniedziałki z filharmonią

W mojej szkole podstawowej istniało coś takiego, jak poniedziałkowe filharmonie. Szkoła co roku podpisywała porozumienie z koszalińskimi muzykami, którzy za odpowiednią opłatą przyjeżdżali do naszej wiejskiej zabudówki i z samego rana, w co drugi...
muminki

Muminkowa trauma z dzieciństwa

Jego podłużny pysk, duże, puste oczy i lekko przygarbiona postura napawały mnie przerażeniem. Sunął po polach i łąkach jak cień, skupiony tylko na jednym punkcie, tuż przed jego nosem, nigdy na tym, co wokół....
impurity death fest iv

Impurity Death Fest vol IV [K4, 03.02.2018]

Wczorajszy dzień spędziłam w Szczecinie. Impurity Death Fest vol IV - taki był cel podróży. Występ pierwszego zespołu (DEPRAVITY) przegapiłam. Winę zwalam na lekko spóźniony obiad i zdecydowanie za dobre pierogi, które trzymały mnie przy...
bitterroot-sorrowful-god

Bitterroot „Sorrowful God” – początki bywają trudne

Jakiś czas temu napisał do mnie kolega, z pytaniem, które można by nazwać też prośbą. W skrócie - Gram w jednym zespole, właśnie wydaliśmy EP, nie chciałabyś posłuchać i napisać recenzji? Moja odpowiedź - Panie,...
white ward futility report

White Ward „Futility Report” – metalowo-jazzowa fuzja

Wyobrażacie sobie czasami muzyczne mieszanki, które ze względu na ogromną rozbieżność poszczególnych elementów nie miałyby racji bytu? A przynajmniej w początkowym zamyśle zdawałyby się nie mieć. Wiecie, na przykład mieszać rap z popem albo reggae...

Morbid „December Moon” – prawdziwe, a nie kukiełkowe zło

Nie jestem skora do miłości. Gdyby przed rozpoczęciem życia dano możliwość wyboru i ustawiono trzy kolejki - po miłość, mądrość lub szczęście, w pierwszej z nich na pewno bym nie stanęła, wychodząc z założenia,...

Nie znam Slayera, a piszę o metalu?

Powoli zaczynam wierzyć w coś takiego, jak muzyczne wykształcenie lub wychowanie. Że muzykę należy poznawać chronologicznie, zanim przejdzie się do nowości zgłębić jej podstawy, najlepiej bez pominięcia kontekstu społecznego i kulturowego i ze zwróceniem...

Nick Cave „Push the Sky Away” – magia licealnej przyjaźni

Jacek był fajnym chłopakiem. I przystojnym. Może nie tak, żeby wszystkie dziewczyny w liceum się za nim oglądały, ale w babskich, klasowych rankingach zawsze zajmował wysoką pozycję. Myślę, że zasługa była m.in. po stronie...

Lady Gaga – pierwsza miłość i pierwsza płyta CD

Muzyczne bezdroża, odkąd tylko pamiętam, przemierzałam samotnie. Nie miałam rodziców, którzy zmienialiby mi pieluchy w akompaniamencie Beethovena albo karmili kaszką manną uderzając co jakiś czas łyżką o stół w rytm hardrockowych utworów Led Zeppelin....

Nie umiesz pisać? Zostań dziennikarzem muzycznym

Słowo pisane postrzegam jako formę sztuki. Lubię, kiedy napisane jest ładnie, poprawnie, a często także długo. Lubię, kiedy autor, wykorzystując swój warsztat i choćby powierzchowną znajomość potencjalnego odbiorcy bawi go lub prowokuje, lekko pstrykając...

Lunatic Soul „Lunatic Soul” – kruchość i smutek

To ja tak tylko przy okazji niedalekiej premiery nowego albumu LUNATIC SOUL pozachwycam się tym najstarszym. I najlepszym, który jednocześnie jest dowodem mojej zatwardziałości i muzycznej otwartości czasami odpływającej w szerokie, morskie przestworza. Dlaczego? Wszystko...

Nie tylko wiara przenosi góry

Nie tylko wiara góry przenosi. Przywiązanie i sentyment także. Wiem co mówię, bo przekonałam się o tym na własnej skórze. Ciepłe, kwietniowe popołudnie. Linia kolejowa Koszalin-Kraków, z tym że bliżej już Krakowa niż Koszalina. Zmęczona...

Roger Waters „Is This The Life We Really Want?” – akompaniament szczęścia

Z poczuciem szczęścia bywa różnie. Czasami pojawia się ot tak i zostaje na dłużej, kolorując jeden dzień za drugim. Czasami zagnieżdża się tylko na chwilę, przez większość czasu jednak każąc za sobą tęsknić. Włączając...

Bardziej od śmierci przeraża mnie rutyna

Nie boję się śmierci. Kiedy myślę o tragicznym wypadku samochodowym lub zawale ze mną w roli głównej, nie przechodzi mnie nawet dreszcz. Kilkanaście lat temu myśl o końcu i widok czarnej, nieprzeniknionej pustki paraliżował...

Firmitas.pl Twoją codzienną dawką muzyki i refleksji.

Historia bloga rozpoczęła się w roku 2015, kiedy był on po części kontynuacją moich blogspotowych poczynań. Na początku działał pod inną nazwą, z czasem na własnej domenie oraz z większą częstotliwością wpisów. Powoli dowiadywałam się czego oczekuję od tego miejsca. Dlatego z miesiąca na miesiąc pomysłów przybywało, a treść zaczynała nabierać odpowiedniego kierunku.
Firmitas to miejsce, w którym uzewnętrzniam swoje zamiłowanie do muzyki i głębszych przemyśleń. Czasami po prostu chwalę się przed Wami nowo zakupionymi płytami lub kolejną filozofią obmyśloną przy kubku herbaty. Ale z założenia firmitas.pl takie właśnie miało być – szczere, pozbawione trendowych tematów, a oscylujące wokół moich zainteresowań.
Na tę chwilę mogę śmiało powiedzieć, że wpisy dotyczą tematyki muzyczno – refleksyjnej i skupiają wokół siebie oddaną rzeszę czytelników. A to dlatego, że nie tworzę treści pod wyszukiwarkę, tylko pod czytelnika. Nie Google jest dla mnie ważny, tylko Ty. Pozycjonowanie strony nie jest moim priorytetem, bo na czubku piramidy zawsze stawiam spełnienie oraz satysfakcję.
Firmitas.pl tworzysz razem ze mną. Każdy pozostawiony komentarz, każda propozycja na kolejny wpis to cegiełka, z których budujemy coś większego. Wierzę, że z czasem dotrzemy do jeszcze większej liczby muzycznych zapaleńców i refleksyjnych duszyczek. Bo na tym zależy mi najbardziej – na wiernej oraz zaangażowanej w życie bloga publiczności.

Rozsiądź się wygodnie i przejrzyj co dla Ciebie mam.