Najnowsze wpisy

Morbid „December Moon” – prawdziwe, a nie kukiełkowe zło

Nie jestem skora do miłości. Gdyby przed rozpoczęciem życia dano możliwość wyboru i ustawiono trzy kolejki - po miłość, mądrość lub szczęście, w pierwszej z nich na pewno bym nie stanęła, wychodząc z założenia,...

Nie znam Slayera, a piszę o metalu?

Powoli zaczynam wierzyć w coś takiego, jak muzyczne wykształcenie lub wychowanie. Że muzykę należy poznawać chronologicznie, zanim przejdzie się do nowości zgłębić jej podstawy, najlepiej bez pominięcia kontekstu społecznego i kulturowego i ze zwróceniem...

Nick Cave „Push the Sky Away” – magia licealnej przyjaźni

Jacek był fajnym chłopakiem. I przystojnym. Może nie tak, żeby wszystkie dziewczyny w liceum się za nim oglądały, ale w babskich, klasowych rankingach zawsze zajmował wysoką pozycję. Myślę, że zasługa była m.in. po stronie...

Lady Gaga – pierwsza miłość i pierwsza płyta CD

Muzyczne bezdroża, odkąd tylko pamiętam, przemierzałam samotnie. Nie miałam rodziców, którzy zmienialiby mi pieluchy w akompaniamencie Beethovena albo karmili kaszką manną uderzając co jakiś czas łyżką o stół w rytm hardrockowych utworów Led Zeppelin....

Nie umiesz pisać? Zostań dziennikarzem muzycznym

Słowo pisane postrzegam jako formę sztuki. Lubię, kiedy napisane jest ładnie, poprawnie, a często także długo. Lubię, kiedy autor, wykorzystując swój warsztat i choćby powierzchowną znajomość potencjalnego odbiorcy bawi go lub prowokuje, lekko pstrykając...

Lunatic Soul „Lunatic Soul” – kruchość i smutek

To ja tak tylko przy okazji niedalekiej premiery nowego albumu LUNATIC SOUL pozachwycam się tym najstarszym. I najlepszym, który jednocześnie jest dowodem mojej zatwardziałości i muzycznej otwartości czasami odpływającej w szerokie, morskie przestworza. Dlaczego? Wszystko...

Nie tylko wiara przenosi góry

Nie tylko wiara góry przenosi. Przywiązanie i sentyment także. Wiem co mówię, bo przekonałam się o tym na własnej skórze. Ciepłe, kwietniowe popołudnie. Linia kolejowa Koszalin-Kraków, z tym że bliżej już Krakowa niż Koszalina. Zmęczona...

Roger Waters „Is This The Life We Really Want?” – akompaniament szczęścia

Z poczuciem szczęścia bywa różnie. Czasami pojawia się ot tak i zostaje na dłużej, kolorując jeden dzień za drugim. Czasami zagnieżdża się tylko na chwilę, przez większość czasu jednak każąc za sobą tęsknić. Włączając...

Bardziej od śmierci przeraża mnie rutyna

Nie boję się śmierci. Kiedy myślę o tragicznym wypadku samochodowym lub zawale ze mną w roli głównej, nie przechodzi mnie nawet dreszcz. Kilkanaście lat temu myśl o końcu i widok czarnej, nieprzeniknionej pustki paraliżował...

Dziennikarstwo tak przydatne, jak umiejętność podkuwania koni

„Nie chcemy zastąpić dziennikarzy” - oświadcza Google jednocześnie tworząc mechanizm, który w zautomatyzowany sposób będzie przygotowywał informacje prasowe w oparciu o działania robotów. Czytam tę informację i przypomina mi się czas sprzed trzech, czterech...
Silva Nigra Světlonoš recenzja

Silva Nigra „Světlonoš” – kruczy black metal

Zaczęło się tak... - Za kruczym black metalem nie przepadam. Sprzedam Ci to za piątkę – powiedział kilka tygodni temu Jarosław, chwilę po tym, jak podeszłam do jego stoiska na giełdzie muzycznej złakniona płyt jak rekin...
Burn Them All Confession recenzja

Burn Them All „Confession” – przepis na udane 15 minut

Większość z nas ma choć jedno kiepskie wspomnienie z dzieciństwa. Moje z czasu kiedy nosiłam jeszcze kolorowe bluzeczki, a włosy spinałam w ładnego kucyka to strach przed dużą studnią znajdująca się na końcu podwórka....
Carach Angren “Dance and Laugh Amongst the Rotten” recenzja

Carach Angren “Dance and Laugh Amongst the Rotten” – disney black metal

Chyba przesadzam z czytaniem Marii Konopnickiej przed snem. Koszmarów z zawalającymi się pod ciężarem płyt półkami jeszcze nie mam, ale wpływa to na moją dietę - podczas porannej wizyty w sklepie zamiast mleka kupiłam śledzia. Co...
Without God Circus of Freaks recenzja

Without God „Circus of Freaks” – egzotyczny stoner/doom

Po dwunastu godzinach pracy wbiegam do mieszkania, wbrew pozorom, pełna energii. Jednym ruchem zrzucam plecak, drugim wciskam „play” na odtwarzaczu i otwieram puszkę coli. Nie dziwi mnie już, że ta jak zawsze jest za...

Rap VS death metal?

Zanim usłyszałam pierwszy metalowy utwór, przez długi czas słuchałam rapu. Wiecie, starszy brat katujący beatami, koledzy zasuwający w dresach – czy chciałam czy nie, rap był blisko mnie i po jakimś czasie nie potrzebowałam...
Furia, Mordhell, The Throne Szczecin K4

Furia, Mordhell, The Throne [K4, 08.04.2017]

Bywam ostatnio na takiej ilości koncertów, że brak mi czasu na ich opisanie – czy to pierwszy krok do uzależnienia? Oby nie, bo przy obecnym natłoku eventów nietrudno byłoby o śmierć z wyczerpania. Lub...
Obrzydzenie o poranku

Obrzydzenie o poranku

Przez większość dni w tygodniu otwieram oczy punkt 7:00. W momencie, w którym budzik zaczyna głośno wyć wszystko się we mnie buntuje, a poranek, nawet jeśli ciepły i słoneczny, wzbudza we mnie ogromnych rozmiarów...
Strachy na Lachy koncert

Strachy na Lachy [Centrum Kultury 105, 25.03.17]

Kiedy zobaczyłam zapowiedź koncertu Strachów, serce z radości podskoczyło mi do gardła. Bo czy można nie cieszyć się z nadchodzącego spełnienia jednego z młodzieńczych marzeń i to jeszcze bez wyjazdów, bo w samym Koszalinie?...

Recluse „Stillbirth in Bethlehem” – obłęd i bezkompromisowość

Niedziela, 12 marca, zbliża się godzina 19:00. Zasuwam szczelnie okna ciemnymi roletami. Wyłączam komputer. Wyciszam telefon. Panuje mrok, ale nie totalny, bo przecinany migoczącymi punkcikami działającego odtwarzacza, w który dzisiejszego wieczora wsunęłam najnowsze dzieło...

Pain of Salvation „In The Passing Light of Day” – odwołanie do sentymentu

Po włączeniu Pain of Salvation i ich najnowszego dzieła „In The Passing Light of Day” nie mam lat 20, tylko 15, metal jest daleko przede mną, a cały mój nastoletni świat obraca się wokół...

Firmitas.pl Twoją codzienną dawką muzyki i refleksji.

Historia bloga rozpoczęła się w roku 2015, kiedy był on po części kontynuacją moich blogspotowych poczynań. Na początku działał pod inną nazwą, z czasem na własnej domenie oraz z większą częstotliwością wpisów. Powoli dowiadywałam się czego oczekuję od tego miejsca. Dlatego z miesiąca na miesiąc pomysłów przybywało, a treść zaczynała nabierać odpowiedniego kierunku.
Firmitas to miejsce, w którym uzewnętrzniam swoje zamiłowanie do muzyki i głębszych przemyśleń. Czasami po prostu chwalę się przed Wami nowo zakupionymi płytami lub kolejną filozofią obmyśloną przy kubku herbaty. Ale z założenia firmitas.pl takie właśnie miało być – szczere, pozbawione trendowych tematów, a oscylujące wokół moich zainteresowań.
Na tę chwilę mogę śmiało powiedzieć, że wpisy dotyczą tematyki muzyczno – refleksyjnej i skupiają wokół siebie oddaną rzeszę czytelników. A to dlatego, że nie tworzę treści pod wyszukiwarkę, tylko pod czytelnika. Nie Google jest dla mnie ważny, tylko Ty. Pozycjonowanie strony nie jest moim priorytetem, bo na czubku piramidy zawsze stawiam spełnienie oraz satysfakcję.
Firmitas.pl tworzysz razem ze mną. Każdy pozostawiony komentarz, każda propozycja na kolejny wpis to cegiełka, z których budujemy coś większego. Wierzę, że z czasem dotrzemy do jeszcze większej liczby muzycznych zapaleńców i refleksyjnych duszyczek. Bo na tym zależy mi najbardziej – na wiernej oraz zaangażowanej w życie bloga publiczności.

Rozsiądź się wygodnie i przejrzyj co dla Ciebie mam.