Siedzę na łóżku wygięta jak przysłowiowy kotek – z kolanami przy samej szyi opierając zmarznięte ciało o rozgrzany kaloryfer. Dopijam kolejny kieliszek słodkiego wina i czuję, że ciepło wewnątrz rozchodzi się szybciej niż to na skórze. Jest mi dobrze. Ale z doświadczenia wiem, że przyjemność im większa, tym szybciej dobiega końca. To tak, jak z zachodami słońca – te najpiękniejsze przemijają najszybciej. Ale to, co w naturze zawsze podlega jakimś prostym wyjaśnieniom. Siebie wytłumaczyć nie umiem.
I nieważne jak dobre byłoby wino, jak ciepły grzejnik, jak wygodne łóżko – myśli o tej porze rozgonią wszystko. W nich kwestionuję, tworzę wiele rzeczy. Lubię kreować sytuacje, które nigdy nie będą mieć miejsca, zastanawiać się nad tym, co dzisiejszego dnia mogłam zrobić lepiej, a jednak nie zrobiłam. Czasami prowadzi to do najlepszych wniosków. Jeszcze częściej sprowadza mnie na dno i związuje z wodorostami. W myślach jestem albo najlepsza albo najgorsza – nigdy nic pośrodku.
A wieczorem czuję najmocniej. Zmierzch ma to do siebie, że przerzuca zmysły na najwyższe obroty. W półmroku jestem jak czarna kulka emocji, potargana zmęczeniem, doprawiona niezobowiązującą dawką alkoholu. Szum w głowie, powiadasz? Ja miewam jedynie zawroty w duszy. Bo myślami wybiegam przed rozsądek, który powinien stać się nieodłączną częścią mnie, a jest tylko marnym dodatkiem – jak naklejka dorzucona do większego zakupu w internetowym sklepie.
Boli mnie do nieprzytomności nieobecność wszystkich ramion, które teraz powinny mnie obejmować oraz słów, które miały wybrzmiewać wprost do moich uszu osładzając mi ten gorzki schyłek dnia. Kolejna choroba? Brak współistnienia. Jestem jak feministka obecnych czasów wnosząca zakupy na ostatnie piętro – w tłumie wychwalam swoją samowystarczalność, a w ciszy proszę o chociaż malutki dotyk.
Wiem jedno – jeśli byłabym mądra, zasnęłabym oddając wszystkie refleksje jutrzejszemu dniowi. Ale w tym swoim głupkowatym bólu podejmuję się rzeczy najżałośniejszych – niepotrzebnych telefonów, patetycznych słów, emocjonalnej pokazówki.
Ja widzę w tym odruch nie do wyplenienia, Ty pewnie skutek kilku kieliszków wina. Tak czy siak, Twoje zdrowie.
PODZIEL SIĘ

Zostaw po sobie ślad!