Większość z nas ma choć jedno kiepskie wspomnienie z dzieciństwa. Moje z czasu kiedy nosiłam jeszcze kolorowe bluzeczki, a włosy spinałam w ładnego kucyka to strach przed dużą studnią znajdująca się na końcu podwórka. Kiedy jako mała dziewczynka kładłam się do łóżka myślałam czemu ta studnia jest tak niebezpieczna i najczęściej, dla uzasadnienia tezy najbliższych, wyobrażałam sobie, że w jej głębinach żyje straszliwy potwór, a ona sama jest przejściem do tego gorszego miejsca na ziemi. Gdybym już w wieku 7 lat słuchała death metalu, sprawa byłaby jasna – odpowiedź na tego typu zagwozdki dawałaby mi muzyka. Dziś kiedy włączyłam zeszłoroczne EP Burn Them All nie tylko zobaczyłam tę studnię, ale nawet poczułam ostrze osłaniającej jej blachy na własnej krtani.
„Confession” to kawał porządnego deathmetalowego grania. Dobrze skomponowanego, w jakimś stopniu przemyślanego i na pewno, co jak na pierwsze wydawnictwo mało znanej kapeli mnie dziwi, świetnie wyprodukowanego. Dźwięk jest przejrzysty, a wszystko zdaje się zajmować odpowiednie miejsce. Gitary wybiegają na front, tylko kiedy jest taka potrzeba, a perkusja, jak to na death metal przystało, jest szybka, niezwykle rytmiczna i dobrze słyszalna. Wokalista pewnie nie jest tak brzydki, jak wyimaginowany stwór, o którym wspomniałam wcześniej, ale odgłosy wydobywa z siebie równie piekielne, do tego tak głębokie jakby w swoich płucach miał przestrzeń trzykrotnie większą niż pozwala na to biologia.
Burn Them All Confession recenzja
Pierwsze sekundy „Confession” nie walą zawrotnym tempem ani diabelskim growlem po uszach. Jest raczej wolno, ale ciężko. Żaden z utworów nie jest przykładem skrajności – nie ma ani walcowatych, topornych zwolnień, ani prędkości nie do okiełznania, która zrywałaby skalp razem z mózgiem. Wszystko jest umiejscowione gdzieś pośrodku, dzięki czemu muzyka nie jest wymagająca ani męcząca. W „Confession” nie warto doszukiwać się nowatorstwa, bo żaden z utworów nie grzeszy oryginalnością. Ale czy to grzech śmiertelny? Raczej nie, bo choć na EP składa się zaledwie około 15 minut muzyki to słucha się jej bardzo przyjemnie. Nawet jeśli w jej towarzystwie cały czas ma się wrażenie, że gdzieś się ją już słyszało.
„Confession” to sposób na przyjemne zagospodarowanie 15 minut życia, nawet tego o najszybszym tempie. Podróż do pracy, powrót do domu, wypad po ziemniaki do Biedronki – znajdźcie chwilę, żeby poznać BURN THEM ALL. Bo powiadam Wam, warto.
PODZIEL SIĘ

Zostaw po sobie ślad!