Całe życie dążymy do doskonałości. Ulepszamy co tylko się da. Do telefonów dokładamy kolejne cudowne opcje, do mieszkania kupujemy nowe meble, jedzenie doprawiamy, rzęsy przedłużamy, a cycki powiększamy. Z muzyką jest tak, że jeśli genialna to strach ją ruszać, bo jakiej magii trzeba by użyć, by z klasyka zrobić coś jeszcze lepszego? Z drugiej strony, zdarzają się utwory tak słabe, że pierwszy odważny wygrywa wraz z rozpoczęciem pracy nad jego poprawką.

I dziś pokażę Wam kilka takich przykładów. Przygotowałam zestawienie coverów lepszych od oryginałów i utworów, które może pierwotnych wersji nie przebijają, ale nadają im zupełnie innej, ciekawej barwy. O każdym punkciku napiszę kilka słów, może wspomnę jak poznałam i dlaczego tak bardzo lubię. Zaufajcie mi i delektujcie się tą różnorodnością. Smacznego.
* Kliknięcie w nazwę odnosi do YouTube’a.

Metallica – Die, Die My Darling (The Misfits)

O Metallice ostatnio tak głośno, więc z nimi rozpoczniemy dzisiejsze zestawienie. Niech mają. I prawda jest taka, że jakiegokolwiek utworu do przeróbki by się nie podjęli to i tak znalazłby się ogromny tłum ludzi wrzeszczący, że to genialne. Pracowali na taki autorytet latami i nie ma co na to warczeć. A ich cover Die, Die My Darling miał po prostu TO COŚ, czego The Misfits brakowało. Jakby Hetfield dodał trochę dzikości, jakby przejechał kocimi pazurkami po nutach. Lars zarzucił dobre tempo, reszta dodała fajne grupowe przyśpiewki. Wyszło ciężko, mniej psychodelicznie niż w The Misfits, bardziej radośnie niż mrocznie. Przede wszystkim, bardziej metalowo niż punkowo, a to w moim mniemaniu zdecydowanie lepsza opcja.

The White Stripes – Death Letter (Son House)

Po czym poznać The White Stripes? Po charakterystycznym wokalu Jacka White’a i jego zachwycającej grze na rozwalonej gitarze, po niezbyt wyróżniającej się, ale uroczej perkusji Megan i energii, która płynie z ich utworów tak gęsto, jak alkohol na suto zakrapianej imprezie. Ten kawałek to ich własna wersja utworu Eddiego Jamesa House’a powstałego dobrych kilkadziesiąt lat temu. Przesłuchajcie, serio. Rytm taki, że od razu kradnie mózg. W dodatku Megan gra z miną taką, jakby przeżywała najintensywniejsze doznania muzyczne w życiu.

Stereophonics – Video Games (Lana del Rey)

Pamiętam te czasy, kiedy jeszcze w pokoju miałam telewizor, przez sporą część dnia leciała Viva i światowe hity, a moja wiedza muzyczna nie obejmowała Pink Floydów czy The Doors. Tak, były takie czasy. Jakiś czas później pojawił się fenomen Lany del Rey z utworami takimi jak Summertime Sadness czy właśnie Video Games. Pamiętam te klipy wykonane jakąś magiczną technologią, mgliste, niewyraźne i jej głos emitujący smutek z lepszą częstotliwością niż VOX FM przeboje disco polo. Tutaj zapodaję Wam jej Video Games w wykonaniu Stereophonics, walijskiego zespołu rockowego, który ja poznałam głównie za sprawą Graffiti On The Train. I choć ciężko te słowa przechodzą mi na klawiaturę to myślę, że pokonali oryginał. Ale to tylko dlatego, że Lany słuchałam już wiele razy i potrzebowałam odświeżenia. Zrobili po prostu ładną, akustyczną wersję, pozbawioną tego majestatycznego smutku i seksapilu. Porwali mnie dlatego, że zrobili to totalnie po swojemu – prosto i bardzo uroczo.

Daughter – Get Lucky (Daft Punk)

Zatrzymując się jeszcze przy Vivie, pamiętam jak bardzo drażniło mnie pojawienie się francuskiego duetu Daft Punk z ich utworem Get Lucky. Rety, to była elektroniczna kupa nijakości, przeciętność zamknięta w błyszczącym, tandetnym teledysku. I puszczali to wszędzie – w telewizji, w radiu, w sklepach i galeriach handlowych. Nie sądziłam, że kiedykolwiek sama zechcę znaleźć ten utwór. Ale stało się. Zaraz po tym jak poznałam niesamowite trio o nazwie Daughter. Oni wyciągnęli z tej tandetności wszystko co najlepsze. Okleili to swoją delikatnością, otoczyli swoim talentem. W ten sposób powstał przepiękny cover utworu, którego wręcz nienawidziłam. Da się? Pewnie, że tak.

Nirvana – The Man Who Sold The World (David Bowie)

Zjawiska Davida Bowiego nie rozumiem. Ale wierzę, że nadejdzie ten czas, kiedy szczerze i w pełnym skupieniu poznam jego dyskografię i w zupełności się do niej przekonam. Za to Nirvana i grunge w żaden sposób nie są mi obce. Do tej pory pamiętam, jak w liceum robiłam prezentację multimedialną na temat historii tego gatunku. Z rumieńcami, z podwyższonym głosem opowiadałam kolegom z klasy jaka to fajna muzyka i jak ciekawe ma w sobie opowieści, i w ogóle Cobain to cudowny człowiek był. Z czasem fascynacja Kurtem minęła, ale Nirvanę lubię nadal. Dlatego ich cover przekładam nad Bowiego, tak po prostu. Polecać nie muszę, bo pewnie każdy zna.

Messa – Omen (The Prodigy)

Tutaj Was zadziwię, bo po cichutku zareklamuję mały, olsztyński zespół, który poznałam tak bardzo typowo. Otóż, ten długowłosy perkusista to znajomy mojego faceta z czasów, kiedy jeszcze chodził do szkoły średniej. Było „Ej, zobacz. Jaśka to ja znam. Nieźle wymiata na tych garach, co?”. I coś w tym jest. Bo miałam okazję widzieć chłopaków w akcji i tempo naprawdę niezłe, a technika taka, że można pozazdrościć. I moim skromnym zdaniem to ten Jasiek powinien szaleć w jakimś death lub black metalowym zespole, niekoniecznie rockowym. Ale został z Messą. Żyją, tworzą, wydają płyty, grają na żywo. Zagrali nawet cover The Prodigy, którym pozamiatali. Tacy grzeczni, młodzi, pozbawieni wrednej elektroniki. Zerknijcie.

A TERAZ UTWORY NIEKONIECZNIE LEPSZE OD ORYGINAŁÓW, ALE RÓWNIE CIEKAWE.
TE TYLKO WYMIENIĘ, BEZ ZANUDZANIA WAS. 
ALE POLECAM TAK MOCNO, JAK TAMTE WYŻEJ.

Eric Clapton – Cocaine (J.J. Cale)
Eddie Vader – Blackbird (The Beatles)
Disturbed – The Sound of Silence (Simon & Garfunkel)
Tiamat – Sleeping In The Fire (W.A.S.P)
Chris Cornell – Billie Jean (Michael Jackson)
Lessie – Nothing Else Matters (Metallica)

A na końcu zbiór wszystkich tych utworów w jednej, krótkiej playliście:

cover_a_oryginal_playlista

PODZIEL SIĘ

Zostaw po sobie ślad!