W tym małym skrawku wielkiego świata jesień szybko znajduje własny kąt. W ciągu kilku dni potrafi opanować każdy centymetr ziemi i z wdziękiem motyla powtykać w grunt tabliczki z krzykliwym napisem „smutek”. Taka jest kolej rzeczy. Przychodzi chłód, umiera energia.

Nic więc dziwnego, że kwestia ludzka toczy się po tym samym torze. Otoczenie determinuje i zmusza do biegu po wspólnej linii. Od tej chwili niewielka, okrążona lasami miejscowość zyska tytuł istot w beżowych szalikach. Znikną głośne rozmowy przy zielonych furtkach, ustaną rolnicze prace. Serca po raz kolejny wybiorą zwolnione tempo działania.

Wschód słońca jak chłodne spojrzenie mężczyzny, który nie kocha. Telewizyjne zapowiedzi coraz krótszych dni, coraz dłuższych nocy. Nie zapomnijcie Państwo o ciepłych czapkach – mówi uśmiechnięta pogodynka Polsatu, po czym ucieka krokiem doniosłym, już poza zasięgiem kamery do uzbrojonego w grzejniki pomieszczenia. Ona też cierpi na intensywność myślowo – wieczorową, jestem o tym przekonana. Ze studia nie wychodzi bez ciepłego płaszcza i jednorazowego kubka gorącej kawy w ręku.

A późną porą, gdy wiatr wściekle warczy za oknem, wypada zapalić małą lampkę i zaparzyć ulubionej herbaty co najmniej na kilka łyków. Należy zawinąć zmarznięte ciało w ciepły koc i wziąć do ręki dobrą książkę. Oprzeć plecy o najbardziej miękką poduszkę i nie martwić się, że nie ma drugiego ciała obok. Ono też myśli i czuje równie intensywnie co Ty w tę jesienną, paskudno – uroczą porę.

PODZIEL SIĘ

1 KOMENTARZ

  1. „Wschód słońca jak chłodne spojrzenie mężczyzny, który nie kocha.” – przepiękne zdanie, tak do bólu aż prawdziwe…
    Sezon na kubki pełne gorącego lekarstwa na smutki uważam oficjalnie za otwarty.

Zostaw po sobie ślad!