– Jesteś pozerem! – wykrzyczał w moim kierunku kumpel dopijając szóste piwo i powoli zmieniając wyrazistość swojego głosu w typowe mamrotanie. – Nie umiesz cieszyć się życiem. Mizantropka z Ciebie jak cholera. Nie rozumiesz metalu. Rock’n’roll kurwa! – wrzasnął po raz ostatni, rzucił butelką o podłogę i padł na łóżko jak trafiony kulą w łeb.
Na swojej drodze spotykałam ludzi najróżniejszych, zarówno tych, których żadna z subkultur nie pociągała, jak i tych, którzy za wszelką cenę chcieli do czegoś przynależeć. I wiecie co? To wśród metali doświadczyłam najwięcej zgrzytów i nieprzyjemności.
Często stojąc obok takiego metalowego maniaka czułam jak jego napuchnięte ego stara się złożyć mnie do parteru i pokazać za wszelką cenę „to ja jestem najlepszy!”, „tylko ja wiem o co w tej muzyce chodzi!”. Rozstawiał szeroko stopy, wypinał dumnie pierś z logiem ulubionego zespołu i zasypywał mnie toną argumentów, które podważyć mogła wyłącznie większa głupota. Na początku drogi, kiedy glany jeszcze świeciły się od wypucowania, a znajomość zespołów obejmowała zaledwie kilka – dotykało mnie to. A potem? No cóż.
Przechadzał się po moim pokoju, by w końcu zahaczyć o półkę z płytami. Mayhem, Sarcófago, Carpathian Forest. Widziałam jak jego obcisłe, czarne spodnie nie radzą sobie z erekcją wywołaną napotkanymi tytułami. Pech chciał, że potem trafił na The Doors, a jego mózg, podobnie jak penis zareagował w ten sam sposób – zmiękczeniem.
– Czego Ty słuchasz? – wypalił do mnie jak z armaty, po czym przysunął płytę bliżej oka i przyjrzał się seksownej twarzy Morrisona. Obserwował go dokładnie, a album zmacał i z przodu, i z tyłu. Po dłużej chwili z jego ust wypłynęło ciche, ale pełne odrazy – Co to za laluś?
Zanim zdążyłam napomknąć i chociażby wspomnieć o ogromnym wpływie Doorsów na muzykę on sięgnął po Mayhem, wrzucił płytę w odtwarzacz i otworzył kolejne piwo.

Metal i inna muzyka

Pierwszy był rap. Na początku, faszerowana przez brata beatami jak kaczka jabłkami nie znosiłam tego w całości. Potem, niezmuszana już do tego w żaden sposób zaczęłam poznawać i nosić się na luzaka wyłącznie z własnej woli. Po hip-hopie nadszedł czas na metal i ten urwał mi przysłowiowe jaja już podczas napotkania pierwszego zespołu. Co więcej, nie uwalniając mnie ze swojego uścisku aż do tej pory. Schemat jednak pozostał ten sam – cały czas poszukuję nowego. Tak, jak z Hemp Gru potrafiłam wejść w Dissection, tak z Dissection weszłam w The Doors. Zniesienie przysłowiowych granic poskutkowało właśnie tym – ogromem pięknej muzyki, która zalewa mnie każdego dnia i nie pozwala na znudzenie.
Gdy nadeszło lato, a temperatura sięgnęła dwudziestu pięciu stopni glany zamieniłam na trampki, a długie, ciemne włosy związałam w niewinnego kucyka. Zdecydowanie wolałam przechadzać się po rozgrzanym mieście w butach, które nie będą ani mi nazbyt ciążyć ani przysparzać o odciski, a z karku ściągnąć kolejny powód do upału. W centrum spotkałam kolegę – tak, tego samego. Jego zdumienie wychyliło się zza rogu lombardu szybciej niż on sam i zaatakowało mój pozbawiony glanów wizerunek jak głodny pies kawał ociekającego tłuszczem mięsa. Nie próbował nawet tego zdumienia ukryć, a rozmowę zakończył dobrze znanym mi już stwierdzeniem – jesteś pozerem!
Na katanie mam kilka naszywek. Obok Burzum i Winter zmieściłam Alice In Chains i Dead Can Dance. Można by pokłócić się o sensowność takiego zestawienia, ale w szerszym rozumowaniu czy dzielenie muzyki na poszczególne, niby nie mające prawa stać obok siebie gatunki ma sens? Uwielbiam zarówno siarkę i chłód Burzum, jak i tajemniczość łączoną z melodyjnością Dead Can Dance. Dla kumpla (tego od piwa) nie ma bardziej pozerskiego zestawienia. To tak, jakby Bathory połączyć z Nirvaną, a glany z różową bluzeczką z cekinami. Niedopuszczalne.

Cudowne działanie metalu

Metal ma w sobie coś takiego, co działa na zakompleksione dusze jak słodkie lekarstwo. Daje poczucie wyższości. Wpycha na płaszczyznę, w której można poczuć się lepszym i tą pozorną lepszością emanować. Sama potrafiłam tych mniej ortodoksyjnych nazywać pozerami, ale był to czas, w którym metal dopiero lizałam, a muzyka poza nim była dla mnie jedną, wielką niewiadomą. Z czasem kiedy dźwięków docierało do mnie coraz więcej, a świat, poza tym szybkim i ciężkim zaczął jawić mi się setką barw i radości, solidarność z „metalowymi braćmi” z fanatycznej i niezdrowej przeszła na pełną zrozumienia i ciekawości. Teraz nie spaceruję godzinami po lesie z black metalem w słuchawkach, nie zalewam się co weekend litrami piwa wykrzykując „rock’n’roll” ani nie szaleję w pogo z myślą, że tak trzeba.
Mam dopiero 20 lat. Metalu słucham od lat 5. Tak mały staż nie daje mi prawa do oceny, a nawet gdybym siedziała w tej muzyce od ćwierćwiecza to i tak oceniać bym nie chciała. Coś jednak podpowiada mi, że ci najbardziej ortodoksyjni, emanujący metalem mocniej niż feministka niezależnością pozostawią tę muzykę najszybciej. Wskoczą w garnitur, zetną włosy, a na pytanie „Andrzej, a co z metalem?” odpowiedzą „Metal? Młody byłem i głupi.”.
PODZIEL SIĘ

13 KOMENTARZE

  1. Różnie bywa… Mam w Krakowie przyjaciółkę – 62-latkę, nadal zaprzysięgłą metalówę obecną na większości koncertów 🙂 Po tym daje się odróżnić pozerów od ludzi faktycznie fascynujących się daną muzyką.

    • Wiadomo, można rozpatrywać na podstawie poszczególnym przypadków, ale ogólny schemat chyba właśnie taki jest – Ci najbardziej ortodoksyjni wymiękają najszybciej.

  2. Kurde kiedy to było kiedy człowiek cały rok chodzi w glanach, hehe za kinder-metala, końcówka lat 90 i początek millenium w liceum, teraz noszę glany tylko wtedy kiedy jest błoto i dużo śniegu czyli tylko w zimę, miałem też wtedy długie włosy heheh, teraz krótkie i wygodne „adidaski”, koszulki z ulubionymi kapelami noszę nadal, płyty kupuję teraz częściej niż kiedyś, kiedyś kasety rządziły, jeszcze mi się półka od nich ugina, od CD także, trzeba mieć swój gust nawet w metalu i mieć w*bane co gadają inni, fajnie że słuchasz też The Doors, u mnie np zobaczysz soundracki czy płytki Marillionu który uwielbiam i pełno CD kapel jakoś związanych ze sceną black metalową, a jednak nie metalowych, ja dorosłem razem z moimi idolami jakimi są Ihsahn, Christoffer Rygg czy Czral, Satyr czy Shagrath, pozdrawia stary metal. Miej w dupie zdanie innych, słuchaj tego co Ci się podoba, noś się jak Ci jest wygodnie. 😉

    • Panie Stjepan666,
      nieźle się Pan rozpisał. 🙂 nie da się zaprzeczyć – z wiekiem wiele rzeczy się zmienia i albo do metalu się dorasta albo się go porzuca. Innej drogi nie widzę. A sytuacje, które opisałam – jak najbardziej prawdziwe i może nawet zabawne – są właśnie oznaką tego braku dojrzałości.

      Fajnie, że „stary metalu” zajrzałeś do mnie i odważyłeś się przeczytać tych kilka zdań. Doceniam, doceniam. 🙂

  3. Czytałem Twój wpis na „Muzycznym Amoku” nawet ciekawy i po nitce do kłębka trafiłem tutaj, Maria Konopnicka fajnie piszę, ale czasami warto poczytać teksty młodszych metali/metalówek 😀

    • Ten tekst na Amoku wyszedł totalnie spontanicznie. Mam jednak nadzieję, że jeszcze coś z Marią wspólnie stworzymy 🙂 Fajnie, że jesteś! 🙂

  4. Fajny wpis. Postawię tezę, że dotyka on problemu ogólniejszego niż li tylko niedojrzałość jednostek. Mianowice zahacza o kwestię szukania ortodoksji w miejscach gdzie być jej nie powinno co z kolei związane jest z naturalną u ludzi „ucieczką od wolności”. Zamieniamy jedną opresję na drugą i im bardziej staramy się być true i kvult tym mocniej pogrążamy się w kolejnych ograniczeniach. Zawsze znajdziemy sobie jakiś system religijny, polityczny bądź (sub)kulturowy, który wyreguluje nam ogląd rzeczywistości. Każdy ferment lub bunt zrzucający okowy tego lub owego w konsekwencji zamieni stare ograniczenia na nowe. Ot, taka to natura Lucka. Lucek zwierzęciem stadnym jest i myśleć musi stadnie. Czy z tego zaklętego kręgu można się wyrwać? Może. Ale czy to nie będzie pogoń za mirażem?

    • Ograniczenie, jakkolwiek kiepsko by nie brzmiało, daje pewną wygodę, o której w przypadku wolności można zapomnieć. A że Lucek lubi wygodę to i ograniczenia lubi. Choć nie zawsze chce się do tego przyznać. Żeby zdecydować się na wolność i podołać jej trzeba mieć naprawdę twardy tyłek. „Czy z tego zaklętego kręgu można się wyrwać?” – Można. Ale pytanie – czy chce się z niego wyrwać?

      • Racja. Ograniczenia dają wygodę a stadne myślenie zwalnia od analizy rzeczywistości. To jest komfortowe. Wielu jednak nie chce tego dostrzec lub próbuje zaprzeczać faktom tkwiąc w iluzji. Ale w duchu La Vey’a swoje ograniczenia akceptować trzeba, ale jednocześnie w ramach afirmacji własnego człowieczeństwa można te ograniczenia przełamywać jeśli to tylko przyczynia się do samorozwoju. Tak więc z jednej strony akceptujmy świadomie to, że 100% wolność to ułuda, ale jednocześnie dostrzegajmy możliwość poszerzania horyzontów. Jak bardzo posuniemy się w tym naszym poszerzaniu chyba rzeczywiście zależy poniekąd od twardości tyłka :-). Im większe horyzonty tym większe niezrozumienie. No i tu już wchodzą w grę predyspozycje osobiste. Mizantropia ułatwia pominięcie opinii grupy. No ale nie każdy ma na to ochotę. Tak więc dochodzimy w końcu do twierdzenia, że każdy ma swoją własną ścieżkę lewej dłoni, która błądzić może różnymi zakolami co prawidłowe jest i pożądane. Szczególnie metalowa brać powinna to rozumieć i zdawać sobie sprawę, że korygowanie czyjejś ścieżki to zamach na samoafirmujące się Ja drugiego człowieka. To przyćmiewanie gwiazdy.

        • Jednak taka świadomość u większości nigdy nie nastąpi. Niestety. Lub stety.

          PS. Wysłałam maila na adres, który podałeś przy komentarzu, ale intuicja podpowiada mi, że to adres nieprawdziwy.

  5. Nie, no Doorsi wywołali mnie do tablicy 🙂 Po pierwsze – uwielbiam ich ( jako tzw. Stary Metal), po drugie, Glen Danzig całe życie podrabia wokal Morrisona :-P, po trzecie – mój pierwszy tekst metalowy (Szpieg) napisałem słuchając cały czas „Morrison Hotel” (konkretnie Spy In The House Of Love). Nie był wprawdzie zbyt dobry ten tekst, ale za chwilę napisałem kolejny „Kapłani Zdrady” – który już wszedł na debiutancką płyte Dragona – „Horda Goga”. Doorsi są cool – a METAL rules forever and a day 🙂

Zostaw po sobie ślad!