Gdyby zamknięto mnie dzisiaj w piwnicy, a zamiast jedzenia i wody pozwolono na jedną, jedyną płytę, która będzie towarzyszyć moim męczarniom, bez zawahania wybrałabym Excruciate i „Passage of Life”. Bo jeśli umierać to z wyraźnym i wstrętnym oddechem śmierci na karku tak, by poznać ją zanim zapuka do drzwi. I nie byłaby to śmierć szybka, bezbolesna, a pełna krwi, wymiocin i konwulsji, które w rytm zręcznej perkusji rzucałyby ciałem po betonowej posadzce.

Jesteś ciekawy co sądzę na temat Excruciate i „Passage of Life”? Ciąg dalszy recenzji i trochę więcej znajdziesz poniżej.

W death metalu nie powinno być współczucia ani litości. To muzyka, która swoją intensywnością powinna otwierać najczarniejsze zakamarki duszy, a mimo to, w odróżnieniu od black metalu, napawać porządną dawką energii. Lubię death metal prosty, mocny i wyraźny w przekazie, pozbawiony zbędnych dodatków. Bezlitosny i surowy – taki, jak sama śmierć. Z perkusją rozrywającą ciało, jak serią strzałów z karabinu maszynowego. Z wokalem, jak z otchłani samego Piekła – złowrogim, warczącym, wrzynającym się w umysł i chwytliwymi, ciężkimi riffami uderzającymi jak ostrym nożem w brzuch, raz za razem.
Dużo krwawych i niezbyt smacznych opisów? Takie właśnie jest „Passage of Life”. I ta jazda bez trzymanki, ze śmiercią na ramieniu zaczyna się już od pierwszego utworu „Confused Mind”, który choć będący dopiero wstępem, z początku wolnym i bardzo wyraźnym, kładzie solidne podwaliny pod to, co dopiero nadejdzie. „Endless Suffocation”, drugi utwór albumu szwedzkiej ekipy, rozpoczyna się już brudniej, agresywniej, ale jak w większości takich przypadków, tak tutaj główną rolę odgrywa porządny chwyt gitarowy. To od niego, jak od pozdrowienia wiernych rozpoczyna się cała msza i to on, niczym utyty proboszcz w krwawej szacie prowadzi cały utwór ku deathmetalowemu zatraceniu. Mówią jednak, że w każdym nasyceniu przydaje się chwila przerwy. I taką właśnie chwilą odpoczynku zdaje się być „Inhumation Postnatal”. Ale nie dajcie się zwieść. To twór tak samo porywisty, jak poprzednie, a na dodatek porządnie blastowy. Wyjątkiem można by nazwać tylko przeciągłe, gitarowe dźwięki brzmiące jak wstęp do thrashowej solówki i czasami wręcz doomowe zwolnienia.
Zdjęcie przedstawia członków deathmetalowego, szwedzkiego zespołu Excruciate.
Excruciate jednak bardzo szybko sprowadza nas na deathmetalowy grunt i pokazują o co w tej muzyce chodzi. „Eternal Incubation” – rozpoczęte od porywu zimowego wiatru, dopieszczone głębokim growlem, kontynuowane (a jak żeby inaczej) cudownym riffem, który wchodzi w umysł jak nóż w miękkie ciało. W taki właśnie sposób, znany na tę chwilę wyłącznie chłopakom z Excruciate, zasypują nas perkusyjnym gradem, innym razem sowitymi zwolnieniami. To tak, jak lubię najbardziej, bo jest w tym prostota i gniew, ale mimo wszystko podsycana pewnym zróżnicowaniem. Spytacie – jak kolejne utwory? Tytułowe „Passage of Life”, bardzo wyraźne „Sabbath In The Mortuary” i „Beyond The Circle” nie zostawiają na słuchaczu ani jednej suchej nitki. Zalewają wiadrem krwi, rzucają kruchym ciałem o betonową podłogę i budują solidny wstęp przed nachodzącą śmiercią lub – jak kto woli – sami tę śmierć rozsiewają.
Cały album zdaje się być tak dopracowaną, przemyślaną całością, że na rozdrobnienia nie ma się po prostu ochoty. Ja i tak tę ochotę podsyciłam, żebyście nie nazwali mnie gołosłowną, ale uwierzcie, „Passage of Life” wzięłam na jeden wdech. Bez myślenia o tym, gdzie kończy się ten utwór, a zaczyna drugi. Bez zbędnego rozdrabniania. Bez dodatków. Bez upiększeń. Bo takie właśnie jest Excruciate – proste, intensywne i powalające. I choć album ma już przeszło 23 lat, a ja poznałam go zaledwie kilka dni temu to jestem pewna, że czas w tym przypadku działa wyłącznie na jego korzyść, a ja, i mówię to z ręką na sercu, powrócę do niego, jak dziecko do wyrodnej matki jeszcze nie jeden raz.
PODZIEL SIĘ

Zostaw po sobie ślad!