Od pierwszych dni szkoły średniej byliśmy atakowani tym słowem. Trzy lata w przeświadczeniu, że to od niej zależy całe nasze życie. Wraz z przekroczeniem progu szkoły byliśmy skazani na nieprzerwane monologi ku jej czci. Ba, powstawały nawet o niej piosenki!
Tak, dobrze się domyślasz. Chodzi właśnie o maturę, o ten jakże ważny egzamin dojrzałości, który przegania sen z powiek nie jednego ucznia.

Ale o co w tym wszystkim chodzi?

Można by przypuszczać, że o pieniądze. Po części tak, bo wedle wielu przekonań zdana matura to jak otwarta brama do krainy szczęścia i sukcesu. A bez niej? Co dziś znaczysz w świecie bez tak ważnego doświadczenia na koncie? Kompletnie nic. Bo przecież naszą wartość dyktuje ilość lat spędzonych w szkole i papierek, o którego wiele osób jest w stanie się zabić w tym słynnym wyścigu szczurów.
Nie skończysz szkoły średniej, nie zdasz matury, nie pójdziesz na studia – jesteś nikim – takie oto podejście ma wielu nauczycieli i rodziców.

Jakie jest moje zdanie?

Poszłam do liceum z myślą o studiach, przyznaję. W moim gimnazjalnym umyśle kiełkowała ta myśl mimo, że tak naprawdę nie miałam pojęcia jak wyglądają studia i z czym się wiążą. Oczywiste więc było, że muszę to osiągnąć, choćby ze względu na to, że do prac fizycznych się nie nadawałam.
Nie podzielam jednak tego całego przekonania, że skończenie studiów i uzyskanie tysiąca procent na maturze to miara naszej wartości. Znam kilku naprawdę świetnych ludzi, którzy zdali egzamin z minimalnym wynikiem, a na studia nie poszli, bo ich po prostu na to nie było stać – finansowo, nie mentalnie. A mimo to są naprawdę mądrymi i kulturalnymi ludźmi, a swoje ambicje wyrażają w sumiennej pracy lub jej szukaniu.
Sukces zależy przede wszystkim od naszej osobowości. Nie od papierku, który w większości nie jest nawet odwzorowaniem wiedzy. A on, pamiętajcie, jest już kwestią naszych chęci i potrzeby.

Co do samego egzaminu…

Staram się nie uczestniczyć w tym ogromnym szumie i nie odznaczać ‚wezmę udział’ w milionach wydarzeń na fejsbuku. Nigdy nie znosiłam tej oficjalnej otoczki i próbuję jej nie ulegać, bo to nie maniery czy idealny ubiór zdadzą egzamin, tylko ja i moja wiedza, którą gdzieś tam przez tyle lat rozwijałam. Jest to też swego rodzaju sposób na zniwelowanie stresu, który jest – czy tego chcę czy nie. Siedzę więc spokojnie i staram się robić co do mnie należy, żeby po prostu nie zawieść samej siebie. Tak, o to właśnie chodzi. O poczucie spełnienia.
A w moim wypadku studia równe są rozwojowi zainteresowań, poznaniu samej siebie i sporej zniżce na bilety pociągowe!
PODZIEL SIĘ

Zostaw po sobie ślad!