Kiedy ma się dwadzieścia lat życie niemal prosi o to, by wykorzystać je do ostatniego tchu. Operuje się wtedy beztroską i brakiem odpowiedzialności, nigdy rozsądkiem. Płynie dzień za dniem, a utrata jednego z nich nie boli w żaden sposób. Wszystko da się przecież nadrobić. Zmęczenie odganiamy kolejną puszką energetyka, a kilka godzin egzaminów odbijamy na tygodniach imprez. Jesteśmy odgórnie uprzywilejowani, bo dorosłość widnieje jedynie na poliwęglanowej karcie upchanej w portfelu, a o przełożenie jej na czyn nikt nas nie prosi. Albo prosi i na tym proszeniu poprzestaje. Mówię „my”, bo chcę by istniała między nami solidarność. Ale teraz mówię – Ej, Ty. Młodość, choć w wieku dwudziestu lat nie jest przez Ciebie analizowana, przemija.

Poznaję różnych ludzi. Pragmatyków stawiających pieniądze nad poczuciem spełnienia. Idealistów, którzy sądzą, że droga do sukcesu składa się z nadziei i marzeń. Pesymistów narzekających na każdy przebłysk słońca. Różni ich wiele, ale łączy najczęściej jedno i najważniejsze – wiek. I szczerze możesz mi współczuć, ale przebywanie wśród ludzi, którzy chodzą po tej ziemi tak samo długo, jak ja dla mnie jest największą katorgą i stratą czasu. Nigdy na dłuższą metę nie potrafiłam spotykać się z kimś, kto urodził się w tym samym roku. Bo wychodzę z jasnego założenia, że związek ma mnie uczyć i doświadczać, nie łechtać moją próżność. (o tym pisałam tutaj!). Przyjaciół nigdy nie znajdywałam wśród rówieśników. Wino im bardziej wiekowe, tym smaczniejsze. Muzyka im starsza, tym lepsza. Kochanek im dojrzalszy, tym bardziej kuszący.

Bo wiesz co w młodości jest najgorsze? Niezdecydowanie.

A o to nietrudno, bo młodość niezdecydowanie ma w siebie wpisane. Tak, jak jesień wiąże się z deszczem, a śmierć ze smutkiem. I ono czyni Cię ofiarą, nie kolejne porażki. Żenujący nie jest sam upadek, a fakt, że nie prowadzi Cię on do żadnych wniosków. Naucz się stanowczości, a ewentualne potknięcia będą skutkować wiedzą. Nie daj się oszukać i nie powielaj schematu głupoty młodych lat. Bo czerpanie radości z dwudziestoletniego życia nie oznacza bezmyślnego stąpania. Znajdź swój własny, unikalny sposób na nie. Z ogromu zajęć wybierz to, które sprawia Ci najwięcej frajdy. Ucz się jak najwięcej. Inwestuj w siebie i rozwijaj się. Nie marnuj czasu na rozmowy, które nie skutkują niczym poza smutkiem. Nie wchodź w coś, co nie ma jasno określonego celu – zamglony horyzont jest fajny jedynie w malarstwie i fotografii.

Ostatnio ktoś powiedział mi, że kiedy ma się już za sobą te młodociane podrygi czas płynie zdecydowanie szybciej. Dziesiątki lat zamieniają się w jednostki. Niezdobyte umiejętności dokładają żalu, a niedokończone sprawy zwiększają swój rozmiar.

Cześć, jestem Kasia. Mam dwadzieścia lat. Studiuję, pracuję, piszę, fotografuję, tworzę i poznaję. Swoją młodość nazywam tylko okresem przejściowym, nie przywilejem. Nie brakuje mi zdecydowania i wiem czego pragnę od życia. W przyszłości chcę móc powiedzieć o sobie „ta, która przeżyła życie jak chciała i z pełną świadomością swoich czynów”. A Ty?

PODZIEL SIĘ

Zostaw po sobie ślad!