Długie dni, ciepłe noce i beztroska. To znak, że zaczęły się wakacje. Dla kilkuset tysięcy szczęściarzy są to najdłuższe wakacje życia. Kilkumiesięczny, pomaturalny odpoczynek, żeby oficjalnie zebrać siły na kolejne lata nauki. W kwestii nieoficjalnej, żeby zamknąć jeden rozdział życia i nadać tytuł kolejnemu. I choć po wyjściu z ostatniego egzaminu pragnie się jedynie „nicnierobienia” i „nicniemyślenia” to kilkadziesiąt dni wolności w jakiś tajemniczy sposób zmusza człowieka do ruchu. W takim wypadku warto podzielić okres wakacyjny na kilka mniejszych odcinków.*

Pierwszy? Lenistwo

Klasa maturalna to nie lada męczeństwo. Pierwszego dnia września nauczyciele chwytają za wajchę i włączają tryb zaostrzonej gotowości. Maturalne groźby zyskują na sile, a pracowitość to pierwsza zasada, jaką trzeba wbić sobie go głowy. Najbliższe miesiące balansować będą między zadaniami z matematyki, a opracowaniami lektur. Wszystko po to, żeby z ostatniego egzaminu wyjść z uniesioną lekko głową, a nie wyjechać na noszach miejskiego pogotowia. I wtedy właśnie, będąc już na mecie maturalnego maratonu, warto dać sobie co najmniej kilkanaście dni porządnego odpoczynku. Przynajmniej tydzień wiosennego jeszcze lenistwa, z laptopem na kolanach, pilotem w ręku, słuchawkami w uszach. Najważniejsze to zupełnie wyłączyć myślenie o tym, jak wypadły egzaminy i czy dostanę się na wymarzone studia. To wszystko okaże się za około miesiąc i tak czy siak, będzie niemałym zaskoczeniem.

Drugi? Praca

Po odebraniu wyników, załatwieniu spraw z rekrutacją na studia i uporaniem się z nadmiarem emocji z tym związanych przychodzi pora na pierwszy krok ku dorosłości – praca. To ta niewymarzona, czasami ciężka, ale wklepująca do głowy nową definicję tego słowa. Okazuje się, że to niekoniecznie siedzenie za biurkiem w seksownym uniformie, popijanie pachnącej kawy i zerkanie na przystojnego szefa, a przede wszystkim kilkugodzinna nauka w schemacie błąd – poprawa. Nauka będąca sposobem na niemarnowanie kolejnego miesiąca wakacji i poprawę budżetu, który, jak wiadomo, najczęściej ociera się o debet. Szansa na poznanie nowych ludzi i zdobycie doświadczenia, które ostatnimi czasy ma większe znaczenie niż ukończone studia.

Trzeci? Podróże, koncerty, rozwój

Nic tak nie uczy życia, jak spontaniczna podróż w nieznane i nic nie poprawi bardziej humoru, niż dobry koncert ulubionego zespołu. Po coś w końcu przepracowało się długi miesiąc wylewając hektolitry łez i krwi. Teraz z czystym sumieniem można spełnić marzenia, które rysowały się jeszcze w licealnym umyśle. Podróż w góry, nad morze, do innego kraju, na inny kontynent. Pociągiem, samolotem, pieszo albo na stopa. Może zakup nowego aparatu albo gitary? Teraz masz czas na rozwijanie pasji i robienie wszystkiego, na co miało się ochotę, ale nie posiadało czasu. Potrzeba tylko odrobiny odwagi i przesunięcia własnych granic w kierunku wolności.

Czwarty? Ostatnie chwile mentalnego przygotowania

Minął już piętnasty dzień września. Słońce coraz szybciej znika za horyzontem, a dni z upalnych zmieniają się w jedwabiście chłodne. Najdłuższe wakacje życia dobiegają końca, ale zostały wykorzystane do ostatniej kropki i przecinka. Teraz pozostało tylko wziąć głębszy oddech, chwycić za długopis i zapisać tytuł kolejnego życiowego rozdziału. Jego długość to co najmniej kilka lat, ale podobno tych najlepszych w całym życiu.

*Wpis powstał w oparciu o własne doświadczenia. Dlatego umieszczam go kilka miesięcy po okresie maturalnym. W Twoim przypadku poszczególne odcinki, ich kolejność mogą się różnić, ale chodzi przecież o jedno – przyjemne i efektywne wykorzystanie tego czasu, czyż nie?

PODZIEL SIĘ

Zostaw po sobie ślad!