Na studia dziennikarskie zdecydowałam się nie tylko z powodu tego, że już wtedy lubiłam pisać, a też dlatego, że uwielbiałam prasę. Po prostu. Ceniłam ludzi, którzy publikowali swoje teksty na łamach gazet i magazynów. Jawili mi się oni jako mędrcy, krytycy, obserwatorzy obdarzeni magiczną wręcz bystrością. Szczerze wierzyłam, że aby być dziennikarzem, trzeba osiągnąć co najmniej trzy rzeczy – posiadać ogromną wiedzę, być obytym w świecie i rewelacyjnie pisać. Trzy lata studiów i styczność z różnego rodzaju magazynami – także muzycznymi – utwierdziła mnie w przekonaniu, że jest zgoła inaczej. Dlatego dziś opowiem Wam dlaczego przestałam czytać prasę muzyczną i jak sobie ten brak rekompensuję.


Dobrych dziennikarzy jest jak na lekarstwo, a opiniotwórczość i tłumaczenie świata to nie są pociągające zadania

Co oznacza moim zdaniem wyrażenie „dobry dziennikarz” wyjaśniłam po części we wstępie. Ogromna wiedza, obycie w świecie i wynikające z tego mniejsze ograniczenia oraz tolerancja dla tego, co inne, a także, po prostu, „lekkie pióro” – to trzy podstawowe rzeczy. Później dochodzi do tego osobowość i poczucie swego rodzaju misji.

Myślę, że w tekstach, które tworzymy – i ja, i Wy – bardzo wyraźnie przebija się nasza osobowość. Kilka lat temu, kiedy byłam bardziej „uwrażliwiona” i mniej dojrzała, z moich tekstów bił tandetny patos. Później, kiedy poznałam pewnych ludzi i za ich sprawą nabrałam przekonania, że już trochę co nieco o tej muzyce wiem, stałam się bezczelna i głupiutko pewna siebie. Teraz myślę, że znów moje pisanie wygląda i wybrzmiewa inaczej. Taką mam przynajmniej nadzieję. I podobnie jest z profesjonalistami – ludźmi, którzy piszą na łamach gazet i magazynów. Ich artykuły i recenzje zyskują znamiona cech, jakie posiadają. Czasami obarczone są tak dużą pewnością siebie i swojej wiedzy, że zdają się być aroganckie. Czasami kryje się w nich taka wybujałość wyobraźni autora, że sprawiają wrażenie niespójnych i za bardzo naładowanych dygresjami. Są też teksty niezwykle konkretne teksty tworzone przez konkretnych ludzi – trzy słowa i temat wyczerpany. Które z nich są najlepsze? Nie to chcę oceniać.

Chcę jednak zaznaczyć, że profesjonalista = publikujący piszący to zbyt wybujałe zestawienie. Nowomedialna rzeczywistość, w jakiej obecnie żyjemy przyczynia się bowiem do tego, że trzy podstawowe cechy dobrego dziennikarza, o jakich wspomniałam wcześniej nie mają już takiej wartości. Ogromna wiedza? Nie potrzebuje jej ten, kto pisząc, może skorzystać z zasobów Wikipedii. Obycie w świecie, umożliwiające szersze spojrzenie na dany problem? Czasami mam wrażenie, że nie tego oczekują czytelnicy. Na tym podium ostało się chyba wyłącznie dobre pióro. Choć rosnąca w ostatnim czasie popularność zinów i fan-magazynów pokazuje, że chyba i to nie ma aż takiego znaczenia, jak można by przypuszczać.

A co z tą misją? Czy osoby, które decydują się na tworzenie w ramach jakiegoś magazynu robią to z pobudek ideologicznych lub poczucia misji?

Nie wydaje mi się.

Ale nie mówię oczywiście o wszystkich, bo nieważne jak świat byłby paskudny, zawsze znajdzie się garstka ludzi, którzy robią coś ze szczerymi przekonaniami i intencjami.

W większości magazynów muzycznych, po jakie sięgałam mierziło mnie jednak to odczucie, że stworzenie tekstu – już abstrahując od tego, czy dobrego czy nie – było zaledwie elementem do tego, by zyskać poklask i stać się w jakiś sposób bardziej rozpoznawalnym. To, co od zawsze wydawało mi się szczytem, czyli bycie publicystą zostało sprowadzone do jakiegoś pro-internetowego mechanizmu, pozwalającego zdobyć uznanie w oczach danej grupki ludzi. Opiniotwórczość, tłumaczenie tego, jak świat wygląda, zachęcenie ludzi do jakiegoś czynu (w tym przypadku przesłuchania albumu lub zakupu płyty) – mam wrażenie, że to cele, które zeszły na naprawdę daleki plan.
Ziny i fan-magazyny zdają się być od tego odcięte. I pewnie dlatego stąd ich rosnąca w ostatnim czasie popularność – bo emanują autentycznością i szczerym zainteresowaniem tematem.

Subiektywna opinia autora jest jak najbardziej mile widziana. Ale niech nie tworzy on treści oderwanej kompletnie od rzeczywistości

Co mam przez to na myśli? Pewnie kojarzycie magazyn „Teraz Rock”. Swego czasu opublikowali oni recenzję płyt Kreator, w których „Reneval” została oceniona na 2,5, a „Phantom Antichirst” na 5. Ja jak najbardziej rozumiem to, że autor danego tekstu może mieć np. sentyment do płyty, który nie osłabnie niezależnie od tego, czy w kontekście całego dorobku album wypada słabo. Jeśli jednak autor decyduje się na publikację swojego tekstu w ogólnopolskim magazynie, powinien wiedzieć, że to wiąże się z pewną koniecznością patrzenia dalej, wyjścia poza indywidualne odczucia. To już nie tylko pamiętnikowe wypisanie tego, co album wzbudza w nim, ale także umiejętność określenia tego, jak płyta wypada na tle pozostałych w dorobku grupy, jak prezentuje się w porównaniu z innymi zespołami poruszającymi się w tej stylistyce i ostatecznie jaki poziom prezentuje w zestawieniu z czasami, w jakich żyjemy – to a propos tego, że czasami powstają płyty, które wybiegają daleko w przód z prezentowaną wizją brzmienia. I zbierając do przysłowiowej kupy wszystkie te punkty autor powinien potrafić ocenić album w miarę obiektywnie, a nie tworzyć alternatywną wizję świata, dając czytelnikowi uczucie obecności na zupełnie innej planecie.


Może jest też tak, że sami publicyści przestali wierzyć w opiniotwórczą moc magazynów i zgodnie z tym odpuścili próby wartościowego wpływania na czytelnika. Teraz po prostu piszą – tak, jakby pisali na stworzonym przez siebie blogu lub dzienniczku. Mówi się przecież, że poziom prasy spada, że prasa jest zbyt mocno nasączona indywidualnymi przekonaniami, ideologicznymi pobudkami i interesownością, że szczera pasja i ogromna wiedza to już nie są elementy prestiżowe, którymi można by przyciągnąć odbiorcę. I chyba właśnie z tych wszystkich powodów przestałam czytać prasę muzyczną. Czy przez to nie wiem co dzieje się w świecie? Raczej nie. Dopóki jestem zainteresowana danym tematem, zawsze wygrzebię przydatne newsy i znajdę takiego autora, który swoimi publikacjami uderza w moje serducho. A nawet jeśli nie ogarniam co się dzieje wokół – wiecie jak czasami może to człowieka zrelaksować?

PODZIEL SIĘ

3 KOMENTARZE

  1. Aż korci mnie, żeby zapytać, czy czytałaś Noise Magazine i Gazetę Magnetofonową (full disclaimer: piszę do tego drugiego kwartalnika)? Obaj naczelni, Dunaj i Szubrycht robią swoje gazety właśnie z poczucia misji.

    • Czytałam głównie Metal Hammer, Musick Magazine i Teraz Rock. Noise Magazine raz czy dwa – nie porwał. Za to Gazety Magnetofonowej nigdy, ale skoro tak przekonujesz to może w końcu się skuszę.
      Pod tekstami tam publikowanymi podpisujesz się swoim nazwiskiem? Czy może pseudonimem? Pytam, żeby wiedzieć na co zwrócić uwagę. 😉

Zostaw po sobie ślad!