Zaczęło się od Stanów Zjednoczonych i decyzji Sądu Najwyższego. Decyzji, wedle której małżeństwa osób homoseksualnych uznaje się za legalne już we wszystkich stanach Ameryki Północnej. Decyzji, która wywołała ogromną falę poparcia, ale i nie mniejszą eksplozję sprzeciwu.

Wiadomość o wyroku amerykańskiego sądu obiegła świat w zawrotnym tempie. Już tego samego dnia na fejsbukowych profilach można było zauważyć zdjęcia obleczone w kolorowe paski, a pod nimi serie komentarzy. Tęczowe wstawki miały być symbolem poparcia dla postanowień amerykańskiego sądu i mimo że dotyczyły wzniosłego celu to niejednokrotnie zderzały się z ogromnym murem prostackiej krytyki. Internetowa społeczność podzieliła się więc na trzy grupki – grupę poparcia, grupę sprzeciwu (częściej nieuzasadnionego) i grono osób obojętnie podchodzących do sprawy.

Szczerze powiedziawszy na początku nie zwracałam uwagi na to, co dzieje się w internetowych czeluściach. Przeglądałam powstałe artykuły i nie ukierunkowywałam własnych przekonań. Moja liberalna natura od samego początku sprawiała, że bliżej byłam poparcia niż obojętności czy tym bardziej sprzeciwu. Jednak kilka dni później, kiedy wirtualne wrzawy ucichły, natrafiłam na bardzo przyjemny filmik. Autor zainspirował mnie do tego stopnia, że postanowiłam napisać kilka słów na ten właśnie temat.

I teraz na pytanie czy jestem za, przeciw czy zionę obojętnością odpowiadam głośno – jestem jak najbardziej za.

Nie jest to jednak kwestią moich przekonań wobec roli homoseksualizmu w świecie, a bardziej naturalnym poparciem równości praw dla każdego człowieka. Tutaj nie chodzi już nawet o samą ustawę, a o pewne wartości, które każdy z nas powinien mieć w sobie. Podstawowe sprawy jak szacunek do drugiego człowieka i tolerancja. One powinny być wszechobecne i zrozumiałe! Jednak dla sporej części społeczeństwa są nadal obce, a ujawniają się właśnie w takich sytuacjach.

To nie jest też tak, że wszyscy mają żywić jedno przekonanie i jednogłośnie popierać ustanowioną uchwałę. To jest wręcz niemożliwe. Chodzi o umiejętność wyrażenia własnego zdania w dyskusji pozbawionej obraźliwych słów i wyrażeń, które tryskają jedynie nienawiścią.

Wszyscy bowiem mamy prawo do własnych decyzji, do miłości. Homoseksualizmu się nie wybiera. Tak samo, jak przychodzimy na świat prawo bądź leworęczni, tak samo rodzimy się o określonej orientacji seksualnej. To, że świadomość swojej natury zyskujemy dopiero później nie świadczy o tym, że mieliśmy na nią jakikolwiek wpływ. I tak, jak niektórzy z nas uwielbiają pizzę, a nie znoszą sushi, tak niektórzy preferują związki z osobami o tej samej płci. Rzecz całkowicie naturalna, która żadnej krytyce nie powinna podlegać.

Wygodniej, przyjemniej i zdrowiej jest żyć własnym życiem, a nie życiem innych. I takim oto frazesem, znanym chyba każdemu, kończę mój dzisiejszy wywód życząc wszystkich udanego tygodnia, pełnego tolerancji i zrozumienia, ma się rozumieć.

PODZIEL SIĘ

1 KOMENTARZ

  1. Ja akurat reprezentuję ten drugi obóz jeśli chodzi o kwestię praw dla mniejszości LGBT.

    Odnoszę wrażenie, że stawiasz znak równości pomiędzy prawami LGBT, a tolerancją. Moim zdaniem tak trochę się nie da, bo można być tolerancyjnym, ale mówić „nie”. Ba! Są nawet takie osoby wśród LGBT.

    Drażnią mnie środowiska LGBT, bo chcą się narzucać. Starają się wzbudzić poczucie winy, a każdego kto jest przeciw (i wyrazi to w kulturalny sposób) obrzucą obelgami i przypną łatkę „homofoba” z którego to terminu chcą zrobić świętą plamę na honorze, która zobowiązuje do jakiegoś socjalnego seppuku (ofc w lżejszej formie) żeby oczyścić się z hańby. I taki jest problem, że środowiska LGBT nie tolerują już tego, że ktoś ma inne zdanie (sic!).

    Jednocześnie nie krzyczę „pedały do gazu” i uważam, że takie coś trzeba tępić. Traktuję homoseksualistów jak równych sobie, bo każdemu z nas należy się szacunek jako ludziom. Nie przeszkadza mi to, że oni sobie sypiają ze sobą i chciałabym, żeby mogli jakoś ułożyć sobie życie prawnie (vide kwestie majątku czy spadku), ale małżeństwom, a zwłaszcza adopcji mówię stanowcze „nie”, bo jednak natura to natura. Rozumiem, że życie „jest nie fair”, a oni chcą jak hetero. Ale w grę jednak wchodzą ludzie, których można skrzywdzić tym „zadośćuczynieniem”.

    Ergo tolerancja to jedno, a poparcie dla jakiejś sprawy to drugie i wcale się nie wyklucza.

Zostaw po sobie ślad!