Z czasów wczesnego dzieciństwa, poza zabawami w chowanego i berka, pamiętam spędzanie całych dni u cioci – sąsiadki. Na stole w kuchni, na ładnym talerzyku leżały zawsze pyszne ciastka, a na szafce w kącie… radio. Stare i zakurzone tak, jak większość rzeczy się tam znajdujących. Co więcej, ono ciągle grało. Czy to był wczesny ranek, czy późny wieczór, z niego wydobywały się dźwięki i tworzyły tło dla wszystkich rozmów.
W moim domu nie było takiego zwyczaju. Może dlatego radia zaczęłam słuchać dosyć niedawno i tylko przed snem. Szybko upatrzyłam sobie ulubione audycje w Trójce i tego się trzymam do tej pory. Dziś chciałabym przedstawić krótką listę muzycznych znalezisk, na które udało mi się trafić.

1. Szymon Zychowicz – Piosenka w samą porę

To było pierwsze wykonanie tego Pana, które dotarło do moich uszu. Po kilku radiowych utworach, które były ładne, ale jednak nijakie to było jak olśnienie. Dreszcze na ciele i łzy w oczach, wiecie zapewne o czym mówię. Sama piosenka nie należy do Pana Z., ale trzeba przyznać, że nadał jej ciekawe brzmienie, zupełnie różne od oryginału. Zwykła gra na gitarze i oszałamiający, melancholijny głos. Emocje malujące się na twarzy i przywiązanie do słów – nie czyste klepanie tekstu. To oznacza, że nie trzeba mieć za sobą orszaku gitarzystów, żeby poruszyć duszę słuchacza. Moją na pewno Pan poruszył do cna.
Ciekawostka: Pan Szymon Zychowicz pochodzi z mojego miasta. Tutaj kształcił swoje artystyczne zdolności, żeby po kilku latach wyfrunąć w daleki świat. Koszalin też ma swoich świetnych artystów, ciekawe.

2. Szymon Zychowicz – Anna od cokołów

Moje zauroczenie tym Panem jest tak ogromne, że pozwolę sobie jeszcze umieścić jego drugi wykon. Tutaj mamy już do czynienia z twórczością własną i pokazem tego, na co stać artystę. Melancholijne cudo, które przemawia do duszy człowieka i jego ciała. Piękne słowa otulone muzyką Dariusza Kabacińskiego, która nie odbiega od cudowności ani na krok. Czego chcieć więcej poza mieszanką poetyckiego śpiewu i delikatnością nut? Tylko ciszy, by pochłonąć każdy dźwięk. Polecam serdecznie.

3. Piotr Bukartyk – Serce na patyku

Wychodzi na to, że mam słabość do poezji śpiewanej, a ten utwór Pana Bukartyka jednocześnie mnie zachwycił i rozbawił. Zachwycił melodyjnością, a rozbawił słowami. Melodyjnością tak ogromną, że chodząc po domu nuciłam i śpiewałam, co zdarza mi się naprawdę rzadko.
Do tekstu zastrzeżeń mieć nie można, bo Pan artysta poruszył ponadczasową prawdę dotyczącą natury kobiet. Piękne i nie do odgadnięcia, cóż tu więcej dodać. Całość jak najbardziej na plus.

4. Raz Dwa Trzy – Trudno nie wierzyć w nic

Zespół poznałam kiedy przypadkiem trafiłam na powtórkę ich trójkowego koncertu. Poruszyło mnie prawie to samo, co powyżej – melodyjność i intrygujące słowa, subtelność brzmienia, a jednocześnie ogrom emocji. Utwór prawie natychmiast dołączył do mojej listy rytualnych, wieczornych brzmień i zajął godne miejsce numer trzy, zaraz po Panu Z. Spokój dźwięku na poziomie najwyższym, a tego ostatnio mi chyba potrzeba. Także jeśli jesteście zwolennikami lekkości najróżniejszych, ten utwór jest też dla was.


Na dziś to tyle. Jeśli coś wpadnie w moje ucho podczas nocnych słuchowisk, to chętnie się podzielę. Może nawet byłoby warto rozpocząć serię cyklicznych przeglądów artystycznych? Czy coś w tym stylu. Chętnie poznam też Wasze radiowe propozycje. Piszcie śmiało w tamtym miejscu na dole przeznaczonym głównie dla Was. A tymczasem, miłego weekendu!

PODZIEL SIĘ

1 KOMENTARZ

  1. Dziękuję, dziękuję, dziękuję za Twe słowa, które rozgrzały moje wnętrze i dały poczucie artystycznego spełnienia. Nic nie cieszy bardziej niż przemówić do odbiorcy. Ściskam ciepło i udanej niedzieli!

Zostaw po sobie ślad!