Wyobrażacie sobie czasami muzyczne mieszanki, które ze względu na ogromną rozbieżność poszczególnych elementów nie miałyby racji bytu? A przynajmniej w początkowym zamyśle zdawałyby się nie mieć.

Wiecie, na przykład mieszać rap z popem albo reggae z metalem. Takie wyobrażenia są tym ciekawsze, że przez przeszło dwa tysiące lat ludzkość zdążyła przetestować naprawdę sporo rzeczy i trudno pomyśleć o mieszance, której jeszcze nie stworzono.
Całkiem niedawno zdarzało mi się zastanawiać – A GDYBY TAK POŁĄCZYĆ BLACK METAL Z JAZZEM? Jeden z kumpli upierał się, że nie zna żadnego zespołu, który mógłby być, nawet nie rewelacyjnym, ale po prostu zwykłym przedstawicielem takiego kombinatorstwa. Słuchaliśmy wtedy nowej płyty Satyricon, gdzie bodajże przez pierwsze dziesięć sekund szóstego utworu można było usłyszeć instrumenty dęte.
– Czemu oni tego nie pociągnęli dalej?! – dziwił się kolega. Mnie za to dziwota nie brała ani trochę. Satyricon od dłuższego czasu nie jest dla mnie kandydatem godnym wystawienia w biegu za odwagą czy nowatorstwem.
Wracając jednak do rzeczy…
Chwyciłam ostatnio za styczniowy numer Teraz Rock i w zakładce z recenzjami znalazłam coś. Zespół nazywa się White Ward i w zeszłym roku wydał album o nazwie „Futility Report”. I oni tam właśnie to robią! Grają black metal przeplatany jazzowymi wstawkami!
Na początku wydawało mi się, że jazzowy element pasuje tam jak przysłowiowy wół do karety. Do tego granie mega siłowe, a black metalowe pierwiastki ani trochę oryginalne czy porywające. Pierwsza myśl – pfff, recenzent chyba ostro przedobrzył albo zażył jakieś mocne narkotyki (płyta została bardzo wychwalona). Ale przyszła pora na odsłuch kolejny i kolejny… i jak już się pewnie domyślacie, doceniam „Futility Report” coraz bardziej. Nadal nie uważam, żeby wykonanie dorównywało poziomowi samego pomysłu, który, co tu dużo mówić, bardzo mi zaimponował, ale czuję, że jeszcze kilka godzin i wgryzę się w tę płytkę mocniej zamiast tylko lizać ją koniuszkiem języka. Tym bardziej, jeśli w końcu posłucham „Futility Report” na słuchawkach, w pokojowym zaciszu, bo podróż pociągiem na pewno słuchaniu muzyki nie sprzyja. Szczególnie takiej muzyki.
PODZIEL SIĘ

Zostaw po sobie ślad!