Wychowałam się w malutkiej wiosce niedaleko Koszalina. Z trzydzieści domków rozłożonych po dwóch stronach jednej krótkiej ulicy. W okresie jesienno-zimowym do wioski docierały niczym wojenny konwój przyczepki z drewnem i węglem, bo właśnie poprzez spalanie tych surowców większość właścicieli ocieplała swoje domki. Zdarzało się, że z kominów unosił się czarny jak smoła dym, kiedy ktoś wpadł na pomysł, by do pieca wrzucić nieużywaną od lat oponę albo zniszczonego buta. Z biegiem lat coraz bardziej tęsknię za tą wioską. W tej tęsknocie chodzi jednak o bliskość natury i prowincjonalną sielankę, bo na pewno nie o antyśrodowiskowe nastawienie i brak podstawowej wiedzy na temat ekologii.


Potraktujcie te wspominki jako wstęp.
Bo w dzisiejszym tekście chcę się Wam przyznać do kilku rzeczy.

Wspieram ekologiczne akcje Greenpeace’u i WWF

Od kilku miesięcy średnio raz na 30 dni wpłacam małą kwotę na konta organizacji pozarządowych, działających na rzecz ochrony środowiska naturalnego – Greenpeace’u i WWF. Raz jest to „adopcja” kilku pszczół, innym razem pomoc w ochronie żubrów lub wsparcie w walce ze smogiem. Niektórzy z Was pewnie pomyślą: „co za idiotyzm!”. I wcale się Wam nie dziwię. Jeszcze z rok temu sama bym tak zareagowała. Inni z Was prawdopodobnie wstrzymają oddech, by po chwili zapytać: „po co?”, „dlaczego?”. Szczerze? Chyba dla uspokojenia własnego sumienia, które parę miesięcy temu zaczęło mi kompletnie wariować na myśl o topniejących lodowcach, rybach jedzących plastik i lasach tonących w śmieciach. I chodzi tu zarówno o cierpienie istot trzecich, jak i moje cierpienie, bo kto musi jeść od czasu do czasu te rybki, żeby zachować jako takie zdrowie? No ja. I wolałabym, żeby nie były nafaszerowane metalami, chemikaliami i mikrokawałkami bluz polarowych.

Wraz z tym uczuciem przebudziła się we mnie chęć działania, bo jak głosi każda ekologiczna kampania – wszystko zaczyna się od Ciebie! Na razie więc wpłacam tyle, ile mogę i ile mieści się w granicach mojego poczucia rozsądnego działania, a w nadchodzących miesiącach zamierzam wstąpić do jakiegoś prośrodowiskowego wolontariatu. Jeśli więc zobaczycie mnie w jaskrawozielonej lub niebieskiej koszulce z plikiem papierów lub puszką w ręku, nie uciekajcie!

Po lesie spaceruję z workiem w kieszeni

Dopiero odkąd zamieszkałam w Gdyni zrozumiałam czym właściwie są lasy Pomorza. Gęste, rozległe, pagórkowate. Niezwykle inspirujące i relaksujące. Niestety i tu zdarza się natknąć na butelkę po wódce przykrytą liściem lub plastikowe torebki. Nie są to oczywiście tak kolosalne rozmiary zanieczyszczenia, jakiego doświadczałam w lasku w mojej rodzimej wioseczce (kanapy, pralki, całe kortony śmieci), ale tak czy siak – jeśli już decyduję się na spacer po pobliskim lesie, to z workiem, do którego te śmieci ładuję, a w drodze powrotnej wyrzucam do odpowiedniego pojemnika.

Warzyw i owoców staram się nie pakować w plastik

Zakupy robię z zaskakującą wręcz regularnością i zorganizowaniem – co weekend i z listą produktów w ręku. Bardzo ułatwia mi to codzienne życie, bo nie muszę ganiać już z siateczką do osiedlowego sklepiku każdego dnia, żeby kupić kilka rzeczy na obiad. Prowadzi też do oszczędności i sprawia, że planując posiłki na cały tydzień, jem zdecydowanie więcej warzyw i owoców. Jestem jednak zwykłym, niedoskonałym człowiekiem i kiedy jest dobrze, chcę, żeby było jeszcze lepiej. Zaczęłam się więc zastanawiać się czy z takiego postępowania nie mogę wyciągnąć więcej korzyści.

Okazało się, że mogę. Aby zmniejszyć domową produkcję śmieci i minimalnie odciążyć środowisko naturalne, przestałam pakować warzywa i owoce do torebek plastikowych. I choć brzmi to niepozornie, jest sporym wyzwaniem. To pewnie dlatego, że zakupy robię w Kauflandzie. Tam obowiązuje samodzielne ważenie produktów, w trakcie którego naklejkę z ceną umieszcza się najczęściej na torebce lub, jak to wymyśliłam sobie ja, bezpośrednio na owocku lub warzywku. I jak jabłko, cytryna czy pomidor – spoko, wytrzyma z tą naklejką całą wyprawę przez sklep, tak kiwi, seler albo nektarynka już niekoniecznie. Nie zliczę już ile razy będąc przy kasie, musiałam gnać jeszcze raz do wagi, bo naklejka zginęła gdzieś po drodze.

Środowisko dziękuje, panie ekspedientki warczą.

Chyba wyposażę się w jakieś specjalne zakupowe opakowanie na świeże produkty.

Nie drukuję biletów, jeśli nie muszę
i planuję zakup czytnika e-booków

Koncertowe bilety kolekcjonerskie to fajna sprawa. Można zatrzymać takie na pamiątkę lub, jeśli jest się ambitnym fanem, kolekcjonować, podobnie jak płyty. Sama do niedawna posiadałam spory komplet, ale wraz z pomysłem pozbycia się magazynów muzycznych, pozbyłam się też ich. Od tej pory nie decyduję się na ich zakup. Wybieram wersje standardowe – PDF, i nie drukuję ich, a przerzucam do pamięci telefonu. Dlaczego? To proste. Aby nie marnować za dużo papieru.

Na podobnej zasadzie systematycznie wyprzedaję książki zalegające na półce i planuję zakup czytnika e-booków. Nie tylko dlatego, że nie będę musiała dźwigać ogromnych tomów w plecaku lub przenosić ich do nowego mieszkania. A też z dbałości o środowisko naturalne, faktu, że elektroniczne wersje książek są ciut tańsze od tradycyjnych i tego, że do wieczornego czytania nie potrzebna jest latarka w zębach albo lampka nocna na poduszce.


Raczej nie mogłabym starać się o nagrodę dla najlepszej, prośrodowiskowej blogerki. Po spisaniu tych punktów dochodzę bowiem do wniosku, że sporą część z nich praktykuję ze względu na własną wygodę, oszczędność i własne zdrowie oraz dobre samopoczucie. Nie kieruję się idealistycznymi pobudkami i wizją pięknego świata w zgodzie z naturą. Bo zupełnie szczerze – nie wierzę w taką. Świat nabrał już takiej prędkości, że wręcz niemożliwym jest zwolnienie go, a co dopiero zatrzymanie. Innymi słowy, nie uważam, by możliwa była zmiana filozofii konsumpcjonizmu i ekonomicznej produktywności na rzecz slow life, dobra wspólnoty i dobra przyszłych pokoleń. Przynajmniej nie za mojego życia. Bo jak to powiedział jeden z moich wykładowców – chodzi o to, żeby zarabiać jak najwięcej. To wiąże się jednak z ciągłą gonitwą, z językiem na brodzie. Nie umiarkowanym życiem i spokojem.

PODZIEL SIĘ

Zostaw po sobie ślad!