Kilkanaście metrów kwadratowych przytulności. Cztery niewysokie, lecz starannie ozdobione ściany, między którymi unosi się zapach spokoju. W jednym kącie fotel, w drugim łóżko, w trzecim stolik i wszystko to z dokładnie wyznaczoną rolą konieczną do spełnienia. Na podłodze wzorzysty, zakończony drobnymi frędzlami i niezwykle miękki dywan. Taki, co to idealnie pasuje do długich posiedzeń, kiedy dusza ciągnie ku dołowi ze zdwojoną siłą. Okno ze sporym parapetem. Ciemnobrązowy regał sięgający sufitu. Na jednej półce zapas malutkich, zapachowych świeczek. Na drugiej kilka zdjęć w pastelowych ramkach, a na kolejnej zbiór książek zakurzonych i tych, które przez ręce przewijają się niemal codziennie.
Po jakimś jednak czasie ten wymęczony fotel stojący w kącie zapada się pod ciężarem dorosłego, męskiego ciała. Już nie tylko drobnej, ledwo wyczuwalnej istoty, a i sporym, silnym i męskim ciałem zdolnym do życia, do miłości i do śmierci. Dywan pieszczony jest dwoma parami stóp, łóżko ugina się pod ciężarem zdwojonym, a chropowata powierzchnia stolika brudzona jest dwa razy częściej niż to było kiedyś. Noce zapełnione szeptem, jękiem i rozkoszą, a poranek dymem papierosowym i niezbyt dopracowaną kawą.

Taka definicja domu błąka się po moich myślach. Takie skojarzenia pojawiają się na pierwszej stronie, kiedy ktoś spyta o coś, co ma cztery ściany i stromy dach w kolorze nierealnej czerwieni. Na przytulność tę i bezpieczeństwo nie składa się mama, tata, brat czy siostra, a przestarzały fotel, w którym przesiaduje mężczyzna i dywan, na którym z kubkiem kawy w ręku medytuje kobieta. Zamiast pręgowanego kota grzejącego się przy kominku jest wysoki regał zapełniony starociami i to w zupełności wyczerpuje moją wizję nastrojowości.

Przebywanie poza domem nieodzownie wiąże się z tęsknotą za nim. A tęsknota ma to do siebie, że potęguje wszelkie zalety, a eliminuje wady. Będąc dziesiątki lub setki kilometrów od swojej rodziny i przytulnych czterech ścian myśli nagle podpowiadają, że może matka nie jest wcale tak zrzędliwa i denerwująca jak się wydaje. Może ojciec wcale nie ma nic złego na myśli bijąc brata po twarzy, a codzienne kłótnie prawdopodobnie ustaną kiedy tylko przekroczysz próg mieszkania. Tęsknota jest za pan brat z idealizacją.

Jakże jednak pełen rozczarowania jest moment, kiedy stoisz w pokoju nie wypuszczając jeszcze z ręki bagażu, a ściany już drżą pod wpływem decybeli gniewu i nienawiści. Jakże bolesna jest świadomość, że pragnienie powrotu dyktowane było jedynie wizją czegoś lepszego, wizją przede wszystkim nieprawdziwą.

I tak oto, naprzeciw siebie mając dobrze Ci znaną ścianę koloru rozjaśnionego słonecznika, za sobą szafę typu jasny dąb, a wokół siebie to samo zło, co miesiąc wcześniej, zanim zdecydowałeś się wyjechać, stoisz na nogach miękkich od rozczarowania. Kolana drżą jakby niewidzialna siła szprycowała je bezsilnością, a w myślach przechyla się kielich rozdrażnienia i winy kierowanej wyłącznie wobec siebie, bo uzmysławiasz sobie, że wszędzie dobrze, ale w domu najgorzej.

PODZIEL SIĘ

Zostaw po sobie ślad!