Jesteśmy istotami społecznymi, zwierzętami stadnymi. Nie kręci nas samotność, a jeśli tak twierdzimy to albo jest to fascynacja krótkoterminowa albo opinia wymuszona ze względu na ostatnie przeżycia. Nie nienawidzimy wszystkich wokół. To tylko niezbyt udany sen o tym, jak dobrze żyłoby się nam bez nikogo, w izolacji i bez ryzyka kolejnej nieudanej znajomości. Nie umiemy żyć bez ludzi. Potrzebujemy siebie nawzajem jak powietrza, jak kolejnej płyty ulubionego zespołu, jak gorącej czekolady w zimowy wieczór. Nie potrafimy oprzeć się urokowi wyjścia na spacer i zaliczenia drobnej pogawędki lub wypadu do pubu na małe alkoholowe co nieco. Jesteśmy dla siebie jak narkotyk.

Co człowiek to inna filozofia, a tych na temat związków międzyludzkich jest najwięcej. Wierzymy, że poznamy drugą połówkę, że z jedną osobą spędzimy całe życie i zestarzejemy się w ładnym domku na przedmieściach otoczeni wnukami. Krzyczymy „carpe diem” i gonimy przez życie zaliczając jedną przygodę za drugą, mając głęboko gdzieś miłość i przywiązanie. Mówimy, że wydarzy się to, co ma się wydarzyć i kroczymy przez świat spokojnie, opanowani i gotowi na pojawienie się lub niepojawienie drugiej osoby.

Ale dziś to ja przedstawiam swoją filozofię i mówię Wam – wykorzystujmy siebie nawzajem.

Nasze życie wypełnione jest najróżniejszymi znajomościami. Poznajemy ludzi wartościowych. Inwestujemy mnóstwo czasu na rozwój relacji z nimi. Przegadujemy całe popołudnia na Facebooku lub wieczory przy piwie, opowiadamy coś po raz setny, przywiązujemy się, desperacko chwytamy się jej kołnierza. Ale wiecie co? Ta osoba prawdopodobnie i tak odejdzie. Zdecydowana większość z nich znika i w naszej pamięci zajmuje zaledwie jeden, malutki kącik, czasami niegodny nawet odkurzania. Największym błędem jest nieprzygotowanie się na to. Najgorsze jest zbłądzenie w tej pustce, którą po sobie zostawiają.

Wszystko zależy od sposobu patrzenia.

Każda znajomość to szansa na naukę. Człowiek pojawia się w naszym życiu i instynktownie wpycha w nas swoje doświadczenia. Opowiada o bólu, który musiał przeżyć, wspomina najpiękniejsze chwile. Na tym przecież polega rozmowa, nie? Przekazujemy komuś historię swojego życia, z której, z perspektywy czasu, wysnuwamy już wnioski i gotowe wskazówki. Ktoś daje nam kolejną filozofię, z której za darmo możemy korzystać. Oddaje w nasze ręce wiedzę, którą będąc sami musielibyśmy nabyć zdzierając własny tyłek o kolejne rozczarowania.

Nie bójmy się korzystać. Pomagajmy sobie nawzajem.

To jak symbioza, współistnienie. Żyjesz z kimś pobierając od niego potrzebną Ci energię i wiedzę, ale sam dajesz z siebie to, co możesz. Pomagasz mu podnieść się z kolejnych smutków, wspierasz w ciężkich chwilach i wiesz, że możesz liczyć na to samo z jego strony. Pokazujesz swoje pasje, uczysz nowych rzeczy, odsłaniasz nowy obraz piękna. Sam pobierasz to samo, chłoniesz fascynacje i kwestionujesz lęki. W ten sposób wbijasz się na kolejny etap swojego życia i nie zostawiasz drugiej osoby w tyle. Brzmi logicznie i normalnie, bo na tym polega (lub polegać powinno) większość związków. Ale największy problem jest w momencie, w którym druga osoba chce odejść.

Pozwalajmy sobie na zmiany.

W społeczeństwie ukształtowało się przekonanie, że czyjeś odejście jednoznacznie związane jest ze smutkiem. Ale jak już wspomniałam wcześniej, wszystko zależy od sposobu patrzenia. Po co zatrzymywać przy sobie kogoś, kto od nas niczego więcej już nie zdoła się nauczyć? Po co pozbawiać kogoś szansy na dalszy rozwój i szczęście? To wymaga pewnej siły, ale niebycie egoistą łatwe nie jest. Podstawą tej filozofii jest bycie dobrym człowiekiem. W taki sposób nie doszukujmy się w czyimś odejściu wyłącznie pustki, a może szansy na zmianę i poznanie kolejnej osoby, która odciśnie na nas nowe piętno, chwyci za rękę i poprowadzi ku dalszemu życiu. A wtedy schemat się powtarza. Nauka trwa dalej.


Cała ta wizja może brzmieć lekko banalnie i może opisałam ją zbyt górnolotnym językiem. Ciężko jest mówić o relacjach opartych na altruizmie w sposób zabawny i ironiczny. W dodatku, sama jestem świadkiem takich sytuacji to tym bardziej niełatwo o luz. Ale to w końcu miejsce na refleksje, nie? Przemyślcie to i dajcie znać czy zgadzacie się ze mną chociaż z małym stopniu.

PODZIEL SIĘ

Zostaw po sobie ślad!