Celem tego muzycznego, comiesięcznego zestawienia jest prezentacja zakupionych przeze mnie albumów przy jednoczesnym zachęceniu Was do ich przesłuchania. Poprzedni wpis, ku mojemu miłemu zaskoczeniu, zainteresował zarówno stałych czytelników jak i tych, co pojawiają się na stronie po raz pierwszy. To znak, że tematykę obrałam dobrą, ale
i przestroga, by od tego schematu nie odejść za daleko.

Dlatego dziś pozostanę w gatunkach przedstawionych poprzednio. Pokażę Wam co udało mi się zdobyć na muzycznej giełdzie odbywającej się w moim mieście i wspomnę o tym, jak sprzedawcy w Empiku potrafią poprawić klientowi nastrój.

Besides „We were so wrong”

Besides_Image_Front

Bieszczadzki zespół post-rockowy. Przez większość kojarzony z polsatowskim programem muzycznym, ja trafiłam na nich przez last.fm.
Nasza znajomość potoczyła się szybko – przesłuchanie, koncert, zakup albumu numer jeden. Nie było zbędnych dyskusji czy rozmyślań, choć występem na żywo mnie nie zachwycili.

Dziewiętnastego lutego przyjechali do miejscowego pubu. Spóźnieni, zniechęceni. Miałam wrażenie, że Koszalin potraktowali po macoszemu, że instrumenty stroić nie muszą, że co lepsze efekty można pominąć, bo przecież ta publiczność i tak nie doceni. Wyszłam po trzecim utworze. Tego wieczoru doszłam do wniosku, że pewnych zespołów to słucha się tylko w domowym zaciszu, a nie w zatłoczonym, małym pubie.

Co do samej muzyki, albumy są dwa. Pierwszy wydany w roku 2013, drugi – 2015. Każdy z nich bardzo dobry, ale niosą różne ładunki emocji. „We were so wrong” to trochę jak podróż od spokoju, przez tajemniczość, na dobroci kończąc. Pierwsze utwory są jak podręcznikowy wstęp do czegoś wielkiego, a ostatnie to instrumentalne wyjaśnienie wszystkich wątpliwości powstałych w utworach środkowych. Muzyka bez wokalu, a sposób opowiadania historii lepszy niż w nie jednym zespole śpiewaczym.

Jeśli lubicie spokojne dźwięki, płynnie przechodzące w energiczne i tworzące poprawnie zbudowaną opowieść to warto spróbować.

Płytę odebrałam kilka dni temu w pobliskim salonie Empika. Podeszłam powoli do kasy. Za nią stała młoda kobieta, ale widocznie skupiona na czymś innym. Ledwo zdążyłam wypowiedzieć „przepraszam”, a już przy niej pojawił się młody Pan i zaprosił mnie do kasy obok. Poprosił o nazwisko, o kod zamówienia, po czym spojrzał na przesyłkę i z szerokim uśmiechem oraz błyskiem w oku spytał:
– O! Besides. A słuchałaś najnowszej płyty może?
– Oczywiście – odpowiadam lekko unosząc kąciki ust.
– Ostatnio był ich koncert w Graalu – dodał klikając coś na kasie.
– Wiem, byłam.
– Tak? Ja też – entuzjastyczna reakcja.

I tak potoczyła się rozmowa o muzyce z przystojnym sprzedawcą w Empiku. Rozmowa, której w żaden sposób nie byłam w stanie przewidzieć i która poskutkowała uśmiechem na kilkanaście następnych minut.

Batushka „Litourgiya”

Batushka_Image_Front

Batushka_Image_Front_1

Blackmetalowy zespół, który w jednej chwili wybił się spod ziemi i zmiótł swoją twórczością fanów bardzo ciężkiego brzmienia. To było coś na wzór objawienia. Mistyczny wyskok z Piekła między śmiertelników. I to jeszcze tak zwinny.

Pojawił się jeden utwór – zapowiedź płyty. Wywołał poruszenie, zapoczątkował fascynację i ciekawość na temat zespołu, który przecież pojawił się znikąd i w anonimowym składzie. Gdy album ujrzał światło dzienne, domysły słuchaczy nabrały konkretniejszego kierunku, ale to nadal była jedna, wielka, blackmetalowa niewiadoma. W krótkim czasie powstały pierwsze koszulki zespołu, limitowane edycje płyty i co ważniejsze – zapowiedzi koncertów. Nagle cały tłum ciekawych i wzburzonych zaczął wykupować bilety, żeby tylko ujrzeć tę tajemniczość na scenie, i to w całej swej okazałości.

Muzycy chwycili się wątku religijnego i za to można by ich strącić z piedestału, bo przecież wszystko, co blackmetalowe kojarzy się z mrocznymi wierzeniami i ogólnie z religią. Żadna to oryginalność, nie? Ale i tak należą im się brawa choćby za samo techniczne wykonanie i działania marketingowe wytwórni, na które – chcąc lub nie chcąc – łapiemy jak ryba na haczyk. Ja czuję się złowiona.

Przeglądając spis utworów w Internecie nie natknęłam się na rozwinięcia pojedynczych tytułów i ich tłumaczenie, dlatego podzielę się tym z Wami. Pełne nazwy zauważyłam dopiero na zakupionej niedawno płycie.

 1. Yekteniya 1 – Ochishcheniye
(Litania 1 – Oczyszczenie)

 2. Yekteniya 2 – Blagosloveniye
(Litania 2 – Błogosławieństwo)

 3. Yekteniya 3 – Premudrost
(Litania 3 – Mądrość)

4. Yekteniya 4 – Milost
(Litania 4 – Miłosierdzie)

 5. Yekteniya 5 – Svyatyy vkhod
(Litania 5 – Święte wejście)

6. Yekteniya 6 – Upovanie
(Litania 6 – Nadzieja)

7. Yekteniya 7 – Istina
(Litania 7 – Prawda)

 8. Yekteniya 8 – Spasenie
(Litania 8 – Zbawienie)

Behemoth „Grom”

Behemoth_Grom_Image_Front

Tego zespołu nie trzeba nikomu przedstawiać, nawet jeśli z metalem nie jest za pan brat.
Co do płyty jednak, „Grom” to drugi studyjny album wydany w 1996 roku, czyli w końcówce świetności black metalu.
Przy porównaniu go z co nowszymi wydaniami widać różnicę – z roku na rok bliżej im było do death. Fanką nie jestem, muzyka mnie nie porywa, a sceneria nie oszałamia, ale przyznać wypada, że przyczynili się do tworzenia sceny metalowej w Polsce.

I pewnie z tego powodu poczułam, że powinnam mieć taki okaz w swojej kolekcji. Znalazłam go w długich szeregach winyli powtykanych w zużyte kartony. Sprzedawca wyglądał raczej na takiego, co to lubi sobie posłuchać rocka, czasem może Iron Maiden czy Black Sabbath, więc i transakcja przebiegła szybko.

„- A wie Pani, ja to takich mocnych brzmień to nie słucham. Sprzedam Pani taniej.”

W taki sposób, za niewielkie jak na ten okaz pieniądze, zdobyłam ładny winyl jednego
z czołowych zespołów metalowych w Polsce. I macie rację, to będzie jeden z tych egzemplarzy leżących bezczynnie na półce, ale co ważne – będzie cieszył oko i napawał mnie nieskromną satysfakcją.

Behemoth_Grom_Image

Wszystkim, którzy z wytrwałością dobrnęli do końca bardzo dziękuję. Pozostałych, co ze sprytem przeskoczyli na ostatni akapit przepraszam za niespełnienie oczekiwań i obiecuję jeszcze większe starania.

Tymczasem, do zobaczenia w kolejnej części zestawienia, która – nie ukrywając – i dla mnie jest nie lada zagadką.

PODZIEL SIĘ

Zostaw po sobie ślad!